Apostolaty  |   Duchowość  |   Aktualności  |   Informacje Ogólne  
Grupa Zielona WAPM
  Informacje ogólne  |  Pielgrzymi  |  Opis trasy  |  Kościoły na szlaku  |  Inne  |

ROZPISKA TRASY

Dziewiąty dzień - 13 sierpnia

Radość! Radość! Radość! Tak najkrócej można określić atmosferę tego dnia. Wiemy już, że doszliśmy, że jesteśmy kilka kroków od celu. Dziś prawie nie ma stresów. Nie ma piachów, nie ma "słoniowych" etapów, nie może być nawet nowych bąbli na nogach. Pobudka jest co prawda wczesna, bo przed 5.00, ale wynika to z konieczności dojścia na wspólną, polową Mszę św. o 9.00, na boisku przed kościołem. W dawnych latach Eucharystia była sprawowana w Stęszowie, a raz nawet w Rzekach Wielkich. Nie było wówczas takiego pośpiechu. Dziś do przejścia jest 8 km na pierwszym etapie, a z Rudy prawie 11 km i trzeba zdążyć na czas.

Pierwszy drewniany kościół w Garnku zbudowany został w XVIII w. 13 maja 1944 r. w czasie pacyfikacji wsi Niemcy spalili świątynię i zastrzelili proboszcza, Ks. Józefa Barteckiego, który ratował Najświętszy Sakrament. Nową zbudowano w latach 1947-51. Konsekracja odbyła się w 1959 r. Po roku 1961 wybudowano wieżę, dwa boczne ołtarze, prezbiterium wyłożono marmurem, założono mozaikową Drogę Krzyżową i wymalowano wnętrze. Po Mszy św. parafianie podejmują nas śniadaniem. Przyjęcie jest serdeczne tak samo jak na całej trasie pielgrzymki.

Z Garnka udajemy się w czterokilometrową trasę do "garnka", czyli na obiad w Rzekach Wielkich. Jest to wieś ogromnej długości, co powoduje, że GS-y nie muszą organizować "zamka". Nikt nie ma ochoty wyrywać się przed krzyż prowadzący pielgrzymkę. Obiad w Rzekach jest ostatnim i chyba najtrudniejszym zadaniem "obiadówki". Życzliwi gospodarze przygotowali jak zwykle tyle jedzenia, że do każdego obejścia wchodzi zaledwie po kilkoro sióstr i braci. Każdy chce gościć u siebie pątników zdrożonych dziewięciodniowym marszem. Trzeba zatem wszystkich posadzić tak, by żaden gospodarz nie czuł się urażony. Centralnym miejscem postoju jest nowoczesny kościół zbudowany w ostatnich latach, a ofiary pątników na ten cel do dziś są wspominane przez parafian.

Następne 6 km to zwykły etap do Kłobukowic. Część grup idzie ponad 7 km do Rajska. Tam odpoczywamy ostatni raz przed noclegiem. Po wyjściu z odpoczynku wszyscy zaczynają niecierpliwie spoglądać w prawo. Krajobraz staje się coraz bardziej malowniczy. Po lewej stronie rozciągają się sławetne mstowskie skałki nad Wartą, gdzie obserwujemy odpoczywające grupy Pielgrzymki Paulińskiej. Teren jest coraz bardziej pofałdowany. Ze szczytu wzgórza, na które powoli wspinamy się szosą, po prawej stronie w oddali widać wyniosłe wieże kościoła. "Jasna Góra!" - słychać szept co bardziej wtajemniczonych, lecz niedoinformowanych pielgrzymów. Widoczne w oddali wieże należą do kościoła w Kłomnicach. Nie zmienia to jednak faktu, że od wielu lat część grup klęka na szczycie wzgórza na widok domniemanego klasztoru jasnogórskiego.

Ze wzgórz nasz szlak prowadzi, lekko kręcąc, w dół do Wancerzowa i Mstowa. Z prawej droga prowadzi wzdłuż obronnych murów i baszt warownego kościoła i klasztoru. Pierwszy murowany kościół romański powstał na początku XII w. W 1220 roku sprowadzono tu z Wrocławia kanoników regularnych reguły św. Augustyna. Kościół w Mstowie był wielokrotnie niszczony w czasie pożarów i najazdów. O unikalności obiektu stanowi zrekonstruowany częściowo średniowieczny kamienny mur obronny z dziewięcioma basztami zaopatrzonymi w strzelnice. Całość dodatkowo umacniała fosa i wał ziemny. Sam kościół, zbudowany na planie świątyni romańskiej, jest późnobarokowy. Pochodzący z tej samej epoki drewniany ołtarz ze sceną Wniebowzięcia NMP (takie jest wezwanie kościoła) naśladuje główny ołtarz z bazyliki jasnogórskiej. Ołtarze boczne, stalle i tron opacki są rokokowe. Największą wartość architektoniczną przedstawia budynek klasztorny, w którym zachowało się kilka pomieszczeń romańskich.

Mstów jest przykładem wielu polskich miasteczek, które bardzo bujnie rozwijały się w XV i XVI wieku, natomiast po zniszczeniach czasu potopu szwedzkiego już nigdy nie odzyskały swej dawnej świetności. Na ulicach miasta spotykamy rzesz pielgrzymów z Pielgrzymki Paulińskiej i innych pielgrzymek ze wszystkich dzielnic Polski. Następuje wymiana znaczków i gadżetów pielgrzymkowych. Coraz intensywniej odczuwa się atmosferę przedmieść Częstochowy. Mijają nas miejskie autobusy. Wszyscy wiedzą, że do Jasnej Góry zostało już tylko kilka kilometrów.

Na nocleg w Jaskrowie zostaje stąd około 4 km. Część grup idzie przez Mstów, część szosą częstochowską, część wreszcie skręca w malowniczą, wąską dróżkę wiodącą skarpą nad Wartą i polami do Jaskrowa. Ciasnotę w tej nadwarciańskiej wsi rekompensuje przyjaźń i szczera sympatia mieszkańcach okazywana pielgrzymom na każdym kroku. Brak miejsca jest niewątpliwie wyzwaniem dla "kwaterki", czyli braci kwatermistrzów, którzy jak dotąd dzielnie dbali, by nikomu nie zabrakło miejsca do spania. W Jaskrowie z tego zadania wywiązują się równie znakomicie.

O godz. 21 przed Bazą odbywa się ostatni Apel Jasnogórski na naszej trasie. Nastrój tego wieczoru od lat jest niezmiennie uroczysty. Wymyci i odświeżeni, po zjedzeniu wszystkich ostatnich zapasów schodzimy się z wolna przed przyczepę ciągnika, na której "druciki" ustawiły już mikrofony. Za nimi staną poczty ze znaczkami grup. Tłum, na opadającej stromo w stronę Warty uliczce Jaskrowa, gęstnieje z każdą chwilą. Poczucie wspólnoty jest wszechobecne. Czujemy, że siostrami i braćmi jesteśmy nie tylko z nazwy. Łączy nas nie tylko świadomość wspólnie przebytych kilometrów i odmówionych modlitw. Po dziewięciu dniach wiemy, że łączy nas obecny w Pielgrzymce Duch Święty. Pielgrzymka bowiem to wielkie budowanie, to modlitwa i ofiara zarazem, to dzieło czynione ręką Chrystusa przez wstawiennictwo Jego Matki. Wyruszając w drogę jakże często mieliśmy na myśli jedynie własne prośby. Na nastrojowej uliczce Jaskrowa słowa Chrystusa - "Gdzie są dwa lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich" (Mt 18,20) - ujawniają się z całą mocą. Nie ma więc już egoistycznego "ja". Jesteśmy "my", czyli Kościół Pielgrzymujący. Pieśń, która cicho zaczyna płynąć w wieczornym mroku, rośnie i potężnieje, staje się pieśnią uwielbienia dla wielkiego dzieła Bożej miłości. Ręce uniesione w modlitewnym geście zaczynają się łączyć. Krąg obejmuje coraz więcej osób. Włączają się doń mieszkańcy Jaskrowa. Połączeni łańcuchem rąk oznajmiamy światu, że jesteśmy wierni, pamiętamy i czuwamy.

Wprowadzeni w modlitewny nastrój, przechodzimy do części oficjalnej Apelu. Honory gospodarza pełni Ksiądz Przewodnik. Słowa podziękowania padają dla wszystkich służb pielgrzymki. Pielgrzymi nareszcie mogą zobaczyć tych, dzięki którym dotarli do Jasnej Góry. Tych, którzy pierwsi wstawali i ostatni się kładli, jak przewodnicy trasy i GS-y; Łączność, zapewniającą wszystkim możliwość pełnego uczestnictwa w modlitwach przy pomocy nagłośnienia w grupach i na placach, gdzie odprawiana była Msza św; Sekretariat, który z nieodłącznym komputerem podążał wszędzie z pielgrzymką odwalając całą papierkową robotę; Kwatermistrzów dbających o miejsca do spania; Braci Liturgistów przygotowujących każdą Mszę św; Kwatermistrza Obiadów troszczącą się o to, byśmy nie schudli; Sanepid sprzątający wszystko, co zostawiliśmy po drodze; Bazę wraz z kuchnią, która dbała o wygody Księdza Rektora i pozostałych służb; Transport dzielnie wożący wszystko, co tylko do wożenia się nadawało; Zaopatrzenie i "Chlebusiów", którzy zgodnie ze sztuką logistyki docierali z jedzeniem i piciem tam, gdzie się dało i gdzie się nie dało dotrzeć; i wreszcie Służbę Medyczną, bez której wiele osób nie dojechałoby na Jasną Górę. Podziękowaniom nie ma końca. Przeplatają je kolejne pieśni i piosenki pielgrzymkowe, które są jedyną ziemską nagrodą dla księży przewodników i wszystkich służb za ich pielgrzymkową służbę.

W końcu gwar i śmiechy cichną. Rozpoczyna się wieczorna modlitwa pod przewodnictwem Księdza Rektora. U stóp Pani Jasnogórskiej składamy wszystkie nasze intencje, z którymi wyruszyliśmy z Warszawy. Szczególnie gorąco modlimy się w intencji wszystkich, którzy przyjmowali nas w drodze. Modlitwa za gospodarzy staje się jedną z największych, choć nie wymuszonych, powinności pielgrzymujących. Modlimy się za Kościół, za Ojczyznę, i za nas samych. W kolejnej pieśni oddajemy hołd Maryi, która nieustannie oręduje za nami u swego Syna. Na koniec w niebo płyną słowa "Jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam!", będące płynącą z serca deklaracją wiary, nadziei i miłości. Pięknie wygląda morze głów w migoczącym świetle jaskrowskich latarń. Wieczorne powietrze wręcz pachnie modlitwą. Jeszcze jeden wspólny łańcuch rąk, jeszcze jedna cicha pieśń wieczorna i powoli w skupieniu rozchodzimy się na swoje noclegi. Ten Apel jednak będzie w nas trwał aż do przyszłego roku. Tej atmosfery nie da się odtworzyć poza Jaskrowem. I pewnie dlatego coraz mocniej kołacze uporczywa myśl, że za rok spotkamy się na modlitwie właśnie tu.

Czuwanie, już nie modlitewne, czeka tej nocy jedynie służby, które zbierają się do rozmontowywania części sprzętu i pakowania go na samochody. Niepokorni pielgrzymi wiedząc, że następnego dnia po południu będzie można wyspać się do woli, spacerują grupkami nad Wartą lub siedzą długo na polach namiotowych. Nikt tak naprawdę nie przestrzega już ciszy nocnej. Wokół trwają wymiany adresów, telefonów, e-maili oraz umawianie się na popielgrzymkowe spotkania. Bolesny okaże się dopiero ranek, gdy trzeba będzie wstać o 4.00, by w wyznaczonej dla naszej pielgrzymki porze stanąć pod klasztorem jasnogórskim.

 

Źródło: Praca zbiorowa pod redakcją ks. Zygmunta Malackiego
"Ku Jasnej Górze z WAPM", Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej 1998
Zespół redakcyjny: Anna Borkowska, Marzena Czapczyk, Paweł Jakub Kaleta,
Ks. Zygmunt Malacki, Krystyna Szczerbińska, Jacek Szczerbiński, Ewa Anna Zając

poprzednia strona

następna strona

Copyright (C) Salwatorianie - Kraków 2000