| Apostolaty | Duchowość | Aktualności | Informacje Ogólne | ||
![]() |
||
| Informacje ogólne | Pielgrzymi | Opis trasy | Kościoły na szlaku | Inne | | ||
ROZPISKA TRASY Siódmy dzień - 11 sierpnia Poranek siódmego dnia pielgrzymki zaczyna się dość nerwową krzątaniną. Należy przejść 7,5 km do Sulejowa na Mszę św. o godz. 7.30. W najlepszej sytuacji są pielgrzymi nocujący w Owczarach. Wstają najpóźniej, ale szanse na wyrobienie się w czasie zależą od splotu sprzyjających okoliczności. Szosą prowadzącą do Piotrkowa Trybunalskiego oraz pozostałymi, wiodącymi ostro w dół uliczkami Sulejowa w jednym momencie schodzą się przecież prawie wszystkie grupy. Przed nami kolejne przejście przez Pilicę, tym razem na lewy jej brzeg. Ruch ciężarówek i pozostałych pojazdów jest na tyle natężony, że mniej doświadczonym GS-om nieznacznie rzedną miny. Korek z obydwu stron mostu jest gwarantowany na co najmniej 2 km. Skręcając z mostu w lewo, pielgrzymi skutecznie blokują wszelki ruch na moście. Policjanci z życzliwością spoglądają na wysiłki GS-ów. Po zakończonej akcji złożą im gratulacje. Przejście bowiem odbywa się bez strat własnych, a skuteczność kierujących ruchem i porządkiem grup chłopaków jest zaiste godna podziwu. Dźwiękiem piosenek śpiewanych przez oczekujących na swoją kolej przemarszu pielgrzymów miasto Sulejów - największe na trasie pielgrzymki między Warszawą i Częstochową - zostaje skutecznie zerwane na nogi. Mieszkańcy nie mają nam tego za złe. Będą z nami uczestniczyć we Mszy św., a niektórzy już od wieczora szykują się na przyjście pielgrzymki. Sulejów to niegdyś wielkie opactwo cysterskie. Cystersi wyodrębnili się z zakonu benedyktyńskiego w 1098 roku i w XII wieku odegrali główną role w kulturze europejskiej. Ojczyzną zakonu jest Francja. Stąd wyjeżdżali w różne strony Europy budując swoje opactwa, które były prężnymi ośrodkami średniowiecznej kultury. Szczególną rolę odegrali na polu gospodarczym: uprawy roli, hutnictwa; budowali młyny, browary i gorzelnie. W Polsce pojawili się w połowie XII wieku. Kazimierz Sprawiedliwy ufundował im trzy klasztory w widłach Wisły i Pilicy: w Wąchocku, Sulejowie i Koprzywnicy. Do Sulejowa pierwsi mnisi przybyli z Morimond w 1177 roku. Jako uposażenie otrzymali 14 wsi oraz przywileje solne, bobrowe i targowe. Przystąpili do budowy klasztoru i świątyni, której konsekracja nastąpiła w 1232 roku. Pomimo trzykrotnego najazdu Tatarów w XIII wieku oraz pożarów cystersi stale rozbudowywali swoją siedzibę. W ciągu paru wieków powstał imponujący kasztel. W obrębie murów mieściło się całe "państewko zakonne" - oprócz kościoła i klasztoru były tam spichlerze, stajnie, obory, wozownie, rzeźnia, młyn koński, kuźnia, browar, gorzelnia. W klasztorze oprócz mnichów mieszkali rzemieślnicy, służba i załoga przeznaczona do obrony opactwa. W 1819 roku klasztor został skasowany, a majątek zakonny upaństwowiony. Większość budynków popadła w ruinę. Idąc szosą od strony Janowa mijamy północne skrzydło opactwa z wieżami. Ta część dawnych budynków gospodarczych została przeznaczona na hotel. W wyznaczonej porze pielgrzymka staje u stóp wzgórza, na którym wyniośle wznosi się sulejowska świątynia. Neogotycka świątynia p.w. św. Floriana górująca nad miasteczkiem, potocznie zwana jest katedrą. Zbudowana w latach 1901-1903. Jej wnętrze jest również neogotyckie. Na jednym z filarów po prawej stronie stoi gotycka figura Matki Bożej z ok. 1420 roku. W dawnych latach nagłośnienie terenu przed kościołem sprawiało niemałe problemy naszym służbom łącznościowym. Dziś teren nagłaśniają tuby bezprzewodowe. Po nasyceniu ducha pielgrzymi rozsiadają się na krótkie i smakowite śniadanie przygotowane przez mieszkańców Sulejowa. Należy się wzmocnić, bowiem przed nami 11,5 km do Lubienia. Podczas drogi czeka nas odpoczynek: dla jednych w Łęcznie, dla drugich w Podlubieniu. Droga wiedzie przez las pełen smakowitych jeżyn i malin rozłożyście pnących się na poboczu. Osłabieni mogą tu liczyć jedynie na karetki o wzmocnionym podwoziu. Większość "normalnych" pojazdów raczej omija tę wyboistą, pokrytą kamieniami, ale swoiście urokliwą drogę. Na tym trudnym etapie towarzyszy nam często Ks. Bp Stanisław Kędziora, idąc w skwarze południa wraz z pielgrzymami w poszczególnych grupach. Dla wielu pątników niebywałym honorem jest goszczenie u siebie tak zacnej persony, zwanej przez zawistników, do której ten gość nie trafi, "spadochroniarzem". Zespoły muzyczne demonstrują więc swój kunszt, częstokroć przekraczając skalę wyćwiczonych możliwości. Wreszcie zmęczeni cichną, a grupa wraz z Księdzem Biskupem zatapia się w pięknie codziennej modlitwy pielgrzymów, Różańca. Do Lubienia docieramy w porze obiadu. To połowa trasy dnia dzisiejszego. Można nieco dłużej odpocząć. Grupy rozchodzą się wzdłuż wsi od centralnie położonego kościoła. Ten skromny kościół, wzniesiony według projektu Stefana Szyllera w latach 1930-1932 o uproszczonych formach neoromańskich, kryje we wnętrzu interesującą polichromię. Jej autorem jest Józef Mehoffer, rówieśnik i przyjaciel Stanisława Wyspiańskiego, wiązany ze środowiskiem krakowskiej secesji. Polichromia w Lubieniu, wykonana przez starego już mistrza w latach wojny (1941-1943) jest zjawiskiem niezwykłym. Patronką kościoła jest Matka Boża Królowa Polski, toteż tematyka polichromii między innymi nawiązuje do wezwań litanii loretańskiej. Na ścianie wisi obraz św. Huberta, patrona myśliwych, również namalowany ręką Mehoffera. Z Lubienia, nadal lasem, tyle że już po asfaltowej drodze, wyruszamy do Żerechowej, małej wsi, jakich wiele na naszej trasie. Tak jak wszędzie i tu spotykamy się z prawdziwym darem serca ze strony gospodarzy. Wśród pielgrzymujących coraz bardziej narasta poczucie podziwu i wdzięczności za wszystkie okazywane nam przejawy miłości bliźniego. Wielu z nas zaczyna rozumieć, że dawanie jest procesem co najmniej dwustronnym. Dawać oznacza jednocześnie otrzymywać. "Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie..." (Mt 10,8). Te słowa urzeczywistniają się wręcz na naszych oczach. Nie wiedzieć kiedy, zaczynamy uczestniczyć w tym wielkim, wspólny dziele, jakim jest wzajemna miłość, której doświadczamy na każdym kilometrze pielgrzymiego szlaku. Przyjaźnie, wzajemna życzliwość między pielgrzymami stają się normą życia, jakże inną od codzienności zostawionej czasem w domu. Małżeństwa pielgrzymkowe, zawierane prawie corocznie w Niepokalanowie, Smardzewicach i w innych miejscach, poza specyficznym folklorem niosą w sobie owoc tej właśnie miłości, która urzeczywistnia się na drodze ku Jasnej Górze. Z Żerechowej, przez Trzepnicę wędrujemy dalej 5 km do Bęczkowic. Utrudzeni monotonną dość drogą rozwlekamy się niemiłosiernie. Siostry "kabelkowe" wyznaczając trzymanym kablem od tub strefę wpływów grupy, starają się z pomocą braci porządkowych utrzymać jaki taki ład. Monotonię marszu przed Trzepnicą przerywa nagle wspaniały widok kościoła w Bęczkowicach. Wyrastająca z lewej strony w dole wyniosła wieża kościoła zdaje się być na wyciągnięcie dłoni. Tymczasem murów kościelnych dotkniemy dopiero za 2,5 km. Neogotycki kościół pochodzi z lat 1910-1912. Wewnątrz znajduje się kilka osiemnastowiecznych obrazów z poprzedniego kościoła. Sama parafia ma długą tradycję - została erygowana przez abpa Jakuba Świnkę już na początku XIV wieku. Z Będkowic na nocleg jest już stosunkowo niedaleko. Najbliżej, bo 2 km do Podstoli. Inni będą jeszcze tupać od 4 do 5,5 km do Janowa, Bartodziejów i Adamowa. Wieś jest rozległa i na nocleg wchodzimy prawie o zmroku. Apele odbędą się w grupach, na polach namiotowych, tradycyjnie przy udziale gospodarzy. Wygwieżdżone niebo, pełne spadających sierpniowych gwiazd sprzyja wieczornym spacerom. Niestety trzeba szybko się położyć i dobrze wypocząć, bowiem następnego dnia czekają nas słynne gidlowskie piachy.
Źródło: Praca zbiorowa pod redakcją ks. Zygmunta
Malackiego |
Copyright (C) Salwatorianie - Kraków 2000 |