| Apostolaty | Duchowość | Aktualności | Informacje Ogólne | ||
![]() |
||
| Informacje ogólne | Pielgrzymi | Opis trasy | Kościoły na szlaku | Inne | | ||
ROZPISKA TRASY Trzeci dzień - 7 sierpnia Godzinę pobudki trzeciego dnia pielgrzymki wyznacza poranna Msza św. Jest ona odprawiana na stopniach przed fasadą kościoła. Pielgrzymi gromadzą się w ciszy w krużgankach otaczających dziedziniec przed kościołem. Jest raczej zimno i trudno orzec, jaka będzie pogoda. Od ołtarza słychać jedynie ćwiczenia wokalne i instrumentalne zespołu grupy, która przygotowuje oprawę liturgiczną Eucharystii. Homilia i śpiewy pobrzmiewają echem na dziedzińcu przed kościołem. Sanktuarium Św. Rodziny w Miedniewicach w porannym cieniu wygląda majestatycznie. Sanktuarium ma długą historię. Wszystko zaczęło się w roku 1674, kiedy pobożny gospodarz Jakub Trojańczyk udał się na pielgrzymkę do sanktuarium Świętej Rodziny w Studziannie. Na odpuście kupił sobie pamiątkowy obrazek, odbitkę cudownego wizerunku wykonaną na papierze techniką drzeworytową. Kiedy wrócił do domu, przylepił go na dębowym słupie w swej stodole. Wtedy zaczęły się tajemnicze zjawiska: o mroku nad stodołą pojawiał się dziwny blask, który widać było w okolicy. Niektórzy myśleli, że to pożar i śpieszyli z pomocą. W stodole zaczęli gromadzić się ludzie na wspólnej modlitwie. Po dwóch latach, w czasie których zanotowano 156 cudownych uzdrowień, na miejscu stodoły zbudowano drewnianą kapliczkę. Na prośbę starosty guzowskiego biskup poznański powołał w 1672 roku komisję złożoną z ośmiu teologów, która po zapoznaniu się ze sprawą i przesłuchaniu wszystkich świadków potwierdziła autentyczność cudów. Wówczas Mikołaj Grudziński zbudował drewniany kościół, do którego sprowadził ojców Reformatów. Budowę murowanego klasztoru ukończono w 1704 roku. W 1731 roku rozpoczęto budowę obecnej świątyni. Trwała ona do 1755 r. Autorami projektu byli prawdopodobnie Józef Fontana i Tomasz Benotti, Włosi zatrudnieni przy budowie wielu świątyń barokowych. W 1764 roku za aprobatą papieża Klemensa XIII Kapituła Watykańska zezwoliła na koronację. Dokonał jej biskup warmiński Ignacy Krasicki w roku 1767. Korony zostały ufundowane przez żony polskich magnatów, m.in. księżną Izabellę Czartoryską. Do 1825 roku księgi klasztorne odnotowały 433 cuda dokonane za pośrednictwem Matki Bożej Miedniewickiej. Przed obrazem modlili się królowie polscy - Stanisław Leszczyński i Stanisław August Poniatowski. Po Powstaniu Styczniowym rząd carski skasował klasztor Reformatów. W 1907 roku nieznani sprawcy wykradli obraz wraz z cennymi wotami o wartości 300 tysięcy rubli. Obraz z połamaną ramą odnaleziono porzucony na polu w Guzowie. Obecnie w miedniewickim sanktuarium pracują siostry klaryski i ojcowie franciszkanie. Świątynia jest przykładem prowincjonalnej architektury barokowej, typowej dla zreformowanych zakonów franciszkańskich - jednonawowa, z prostokątnym prezbiterium, poprzedzona krużgankowym dziedzińcem, na którym odbywają się uroczystości odpustowe. Wystrój świątyni jest skromny. Monumentalny ołtarz główny mieści cudowny obrazek zakupiony przez Jakuba Trojańczyka w Studziannie. Jest on wzbogacony o napis: "Nuże, drogi chłopcze, pij z tego kielicha. Czeka ciebie inny, który, wyciągnąwszy ręce, aż przy śmierci spełnisz". Obrazek umieszczony jest w rokokowej ramie zwieńczonej baldachimem i podtrzymywanej przez dwa anioły. Za głównym ołtarzem znajduje się drewniany słup ze stodoły Jakuba Trojańczyka. Swoistą ciekawostką są krypty grobowe, w których spoczywają ciała zakonników i dobrodziejów klasztoru. Dzięki sprzyjającym warunkom klimatycznym ciała nie rozłożyły się i uległy naturalnej mumifikacji. Podziemia są przeznaczone do zwiedzania. Po Mszy św. i ogłoszeniach porządkowych wszystkie grupy wyruszają w kierunku Radziwiłłowa Mazowieckiego. Po krótkim wyasfaltowanym odcinku pielgrzymka wkracza na obszar piaszczysty przed wejściem do lasu. Odtąd prze prawie dwa etapy las będzie słuchaczem pielgrzymkowych pieśni i modlitw. Czasu jest wiele, bowiem z Miedniewic do Radziwiłłowa jest 11 km. Po kilkugodzinnym marszu wychodzimy z lasu wprost na Radziwiłłów, gdzie odpoczywamy przy nowicjacie Zmartwychwstańców. Tu również spotykamy się ze wzruszającą gościnnością mieszkańców. Obok nowicjatu wyniośle pnie się w górę neogotycki kościół p.w. św. Antoniego, ufundowany przez Sobańskich w 1907 roku. Obecnie mieszkają tu Zmartwychwstańcy - zgromadzenie zakonne założone w polskim środowisku emigracyjnym w Paryżu w roku 1836 przez Bogdana Jańskiego, Hieronima Kajsiewicza i Piotra Semenenkę. Po krótkim odpoczynku grupy wyruszają w kierunku Puszczy Mariańskiej. Tym razem przejścia przez tory kolejowe wiodące do Łodzi oprócz GS-ów strzeże dróżniczka. Wobec dość intensywnego ruchu na tej trasie kolejne grupy mają okazję pozdrawiać pasażerów PKP, oczekując na przejście przed opuszczonym szlabanem. Od przejazdu do obiadu w Puszczy Mariańskiej zostaje 6 km. Okoliczne lasy zwane były Puszczą Korabiewską. Miejscowość Puszcza Mariańska zawdzięcza swą nazwę Stanisławowi Papczyńskiemu (1631-1701), teologowi i kaznodziei króla Jana III Sobieskiego, odznaczającemu się szczególnym nabożeństwem do Najświętszej Maryi Panny. Opuściwszy zakon pijarów postanowił założyć własne zgromadzenie, które szerzyłoby cześć Niepokalanej i prowadziło misje wśród ludu. Pierwszą kaplicę i pustelnię w Puszczy Korabiewskiej postawił zasłużony żołnierz Stanisław Krajewski po uzyskaniu przywileju królewskiego. Wiódł tutaj życie pustelnicze, polecając Bogu dusze poległych w boju i zmarłych w czasie zarazy. Kiedy usłyszał o świątobliwości O. Papczyńskiego, odstąpił mu przywilej królewski na pustelnię i kaplicę, a ponadto sam wraz z dwoma towarzyszami poddał się pod jego duchowe kierownictwo. Było to 7 października 1673 roku. O. Papczyński nazwał to miejsce Arką Noego. Dodał trzeci cel zgromadzenia - modlitwy za zmarłych. W wyniku reformy abpa Grzegorza Matulewicza zgromadzenie marianów straciło swój pustelniczy charakter i podjęło pracę duszpasterską. W 1993 roku spalił się drewniany kościółek w Puszczy. Zniszczony został bardzo cenny zabytek kultury, szczególnie cenny ze względu na wystrój wnętrza. Na jego miejscu powstaje dziś nowy kościół, a datki składane przez pielgrzymów pomagają parafianom tej niezwykle gościnnej miejscowości. Odpoczynek w Puszczy Mariańskiej jest długi, bo obiadowy. Część grup obiad spożyje w Jeruzalu. Aby wyruszyć do Jeruzala, pielgrzymka musi pokonać niestrzeżony przejazd kolejowy, który w przeszłości był źródłem nieustannych stresów Grupy Specjalnej. Obecnie radiotelefony pomagają bezpiecznie pokonać tę przeszkodę. Etap do Jeruzala jest dość sławny w dziejach WAPM. Jego długość od lat jest precyzyjnie wymierzona najdokładniejszym przyrządem Kierownika Trasy, czyli gumką. Karta pielgrzyma oficjalnie ogłasza 8,5 km do przejścia, jednakże w grupach od lat są przyjmowane zakłady na temat rzeczywistej długości marszu. Asfaltowa, prosta jak drut droga dłuży się niemiłosiernie. "Rezerwa końca" zbiera "padalców", którym nogi odmawiają posłuszeństwa. Karetki służby medycznej są przepełnione. Trud marszu powiększa poobiednia ociężałość. W dawnych latach cierpienia tego etapu powiększał brak przydrożnej roślinności, pozwalającej na pośpieszne, aczkolwiek spokojne udanie się na "patrol w celu zatelefonowania" (patrz: Słownik gwary pielgrzymkowej). Od skrzyżowania z szosą skierniewicką droga opada gwałtownie w dół w dolinę Rawki. Stąd już tylko 2 km do odpoczynku. Kościół p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Jeruzalu ufundowała rodzina Niemiryczów w 1798 roku, co upamiętnia tablica fundacyjna nad portalem wejściowym. Jest to skromny, jednonawowy kościół zbudowany na przełomie baroku i klasycyzmu. Zmęczonym pielgrzymom otuchy dodaje wspaniały posiłek serwowany w Jeruzalu przy kościele i na terenie szkoły, a także myśl, że do noclegu zostało już tylko 6 km. Starzy bywalcy trasy wiedzą, a potwierdzi to na ostatnim etapie poczta przygotowana przez Sekretariat, że następny dzień to raj po trudach trzeciego dnia. Ci, którzy idą na nocleg do Nowego Dworu, będą szli niecały kilometr dalej, za to następnego dnia wstaną - "wybacz Boże tę rozpustę" - około godz. 7 rano. Wieczorny etap do Starej Rawy i Nowego Dworu jest bodaj jednym z najpiękniejszych na trasie WAPM. Bywało już co prawda i tak, że ulewny deszcz na tym etapie rozmył ten urok, jednak gościnność mieszkańców Starej Rawy zawsze wynagradzała nam trudy tego dnia. Przed wejściem do Starej Rawy jesteśmy witani przez księdza proboszcza i delegację mieszkańców. Powitanie to zawsze jest wzruszające. Jesteśmy przyjmowani jak dawno nie widziani członkowie rodziny - chlebem i solą na progu. Na strudzonych pielgrzymów czekają baniaki z dymiącym, gorącym posiłkiem. W roku, w którym na etapie z Jeruzala do Starej Rawy towarzyszyło nam oberwanie chmury, gdy nikt rozsądny nie liczyłby na gorący posiłek, mieszkańcy Starej Rawy, Nowego Kawęczyna i Nowego Dworu nie zawiedli. W strugach deszczu, pod plandekami, chroniąc przed zalaniem nasze wyładowane już bagaże, gościnni gospodarze cierpliwie czekali na przybycie "błotnych pielgrzymów". Serwowane wówczas zupy rozgrzewały nas nie tylko fizycznie. Świadomość dłuższego spania wpływa na pątników demoralizująco. Apel przed kościołem w Starej Rawie przeciąga się długo w noc. Nie milkną coraz to nowe śpiewy. Tu właśnie trenowane są wspólnie nowe, pielgrzymkowe przeboje. Nastrój modlitewny, ale też pełen spontanicznej radości udziela się polom namiotowym poszczególnych grup. Spacery uliczkami Starej Rawy, śpiewy, śmiechy, a i wyprawy nad Rawkę przeciągają się do późna. Baza i Centrum Medyczne mieszczące się tuż przy kościele przyjmują gości i interesantów prawie do północy. Tego wieczora służbowi są otoczeni serdeczną opieką państwa Strzelczyków, którzy od lat służą im swoją pomocą. Towarzyszący niektórym pielgrzymom niepoprawni rodzice odjeżdżają swymi pojazdami w kierunku Warszawy i Skierniewic dopiero w porze zapadania nad Starą Rawą sennej ciszy.
Źródło: Praca zbiorowa pod redakcją ks. Zygmunta
Malackiego |
Copyright (C) Salwatorianie - Kraków 2000 |