| Apostolaty | Duchowość | Aktualności | Informacje Ogólne | ||
![]() |
||
| Informacje ogólne | Pielgrzymi | Opis trasy | Kościoły na szlaku | Inne | | ||
ROZPISKA TRASY Dziesiąty dzień - 14 sierpnia Jest jeszcze ciemno, gdy pierwsze grupy zostają wyrwane z objęć snu. Nerwowe pakowanie rzeczy, zwijanie namiotów i pokrzykiwanie braci porządkowych zupełnie nie pasują do różowiejącego za horyzontem cichego nieba. Jeszcze tylko kęs kanapki, łyk czegoś gorącego i hajda na drogę. Znaczki stoją już w porządku zaordynowanym przez przewodników trasy. Najbardziej zdenerwowaną osobą jest Kierownik Trasy, który już od kilku godzin wznosi modły, byśmy nie wpasowali się na przykład między pielgrzymkę z Siedlec i Płocka. Kilkunastominutowe spóźnienie może skutkować długim oczekiwaniem w ogonku pod bramą klasztoru. Mimo pośpiechu pielgrzymi są wystrojeni wedle wszelkich pielgrzymkowych trendów mody i kanonów elegancji. Nie wiadomo skąd pojawiły się nagle odprasowane sukienki, czyste koszule z krawatami. Gdzieniegdzie przemknie nawet jakiś garnitur. Pielgrzymka wygląda tak, jakby dopiero wyruszała z Warszawy. Nawet niepoprawne "boleje" wciągają skarpetki i buty, ustawiając się karnie w swoich grupach. Pora ruszać. W świetle wschodzącego słońca idzie Ks. Bp Stanisław Kędziora, od lat wprowadzający pielgrzymkę na Jasną Górę. Na szczycie niewielkiego wzgórza samorzutnie organizuje się nieplanowany w karcie pielgrzyma postój. To nasz "górka przeprośna". Następują uściski i generalne bratanie się pielgrzymów płci obojga. Niektórzy co bardziej lubiani liderzy grup fruwają w powietrzu podrzucani przez braci porządkowych. Nadmierne czułości wzbudzają zniecierpliwienie przewodników trasy, którzy ostro przypominają, że nieprzekraczalnym terminem dojścia na jasną Górę jest godzina dziewiąta. Do jedynego planowego odpoczynku w Mirowie są co prawda tylko 4 km, ale droga nie jest łatwa. Po przejściu przez uśpioną wieś wchodzimy w las i wysoką skarpą upstrzoną wapiennymi skałami idziemy wzdłuż doliny Warty. Mirów to już przedmieścia Częstochowy. Na pętli stoją czerwone autobusy. Czuje się miejskość. Nawet nie warto się rozsiadać. Postój potrwa zaledwie kilkanaście minut. Grupy wykorzystują ten czas na ostateczne przygotowania. Pojawiają się zielone koszulki w grupie Zielonej, pęki czerwonych róż w grupie czerwonej, niebieskie baloniki w grupie Błękitnej etc. Każda z grup dopasowuje swój wygląd do koloru znaczka i swej nazwy. Same znaczki grup toną w pękach świeżych kwiatów. Przed nami 7,2 km do Ikony Pani Jasnogórskiej. Przewodnicy trasy ustawiają nas w ósemkowe kolumny. Wyruszamy radośnie ze śpiewem na ustach. Na szczycie wzgórza, skąd droga prowadzi prosto w dół, w Aleje Najświętszej Maryi Panny, na krótko klękamy sycąc oczy widokiem klasztoru. Od tego miejsca cichną wesołe śpiewy. Rozpoczyna się Różaniec. Chcemy w skupieniu i modlitewnej powadze wejść przed ołtarz z Cudownym Obrazem. Tłumnie wychodzącym mieszkańcom Częstochowy chcemy pokazać, że modlitwa jest istotą pielgrzymowania; że obecna w nas radość płynie z potęgi modlitwy. Niosąc ze sobą zmęczenie, kurz, ból i niewygody dziesięciu dni ofiarujemy je przez modlitwę różańcową. Intencja bowiem i ofiara stanowią istotę dobrej modlitwy. Rozumieją to pielgrzymi i doceniają mieszkańcy Częstochowy. W Alejach NMP spotykamy oczekujących mieszkańców i pątników innych pielgrzymek, którzy pokonali już swój pielgrzymi szlak. Nie milkną pozdrowienia, trzaskają migawki aparatów fotograficznych. Policjanci w galowych mundurach regulują ruch. Wchodząc na błonia pod murami klasztoru klękamy na krótką chwilę. W sercach potężnieje radość z faktu, że jesteśmy u celu. Ze szczytu Jasnej Góry Ksiądz Przewodnik dokonuje prezentacji poszczególnych grup. Przed wejściem do kaplicy nadziewamy się na ogon pielgrzymki płockiej, która dotarła wcześniej. Zaczynają się długie chwile oczekiwania. Stopa za stopą posuwamy się po klasztornym dziedzińcu. Wreszcie w milczeniu, nabożnie wpatrzeni w obraz Pani Jasnogórskiej wkraczamy do kaplicy. Każda z grup przyklęka tylko na moment, a i tak wejście całej pielgrzymki będzie trwało ponad dwie godziny. W kaplicy pielgrzymka formalnie się rozwiązuje. Jeszcze tylko o 13.00 spotykamy się wszyscy na błoniach pod murami klasztoru, przybywając w szyku pod znaczkami grup. Tymczasem szczęśliwi ze spotkania z Maryją spacerujemy po parku i Alejach NMP, pozdrawiając innych pielgrzymów i wchodzące po nas kolejne pielgrzymki. Niebywały rozgardiasz panuje na Bazie mieszczącej się w szkole w Alejach NMP. Wiele osób zostaje przecież do 15 sierpnia na główne uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Już na luzie, bez pośpiechu można złożyć ciało na karimacie i przespać się trochę. Miejskość Częstochowy po ciszy lasów i bezkresie pól wpływa deprymująco na stan ducha. Dość trudno jest nagle przestawić swój rytm, który narzuciła pielgrzymka. Wielodniowe zmęczenie wyłazi oczami i nogami. Boli prawie wszystko. Nie ma już tej mobilizacji, która kazała z niecierpliwością oczekiwać bicia dzwonów oznajmiających koniec odpoczynku. Nie ma gadających bez przerwy przez radio przewodników trasy. Nie ma nawet WAPM. Na Bazie mieszkają teraz ludzie z najróżniejszych pielgrzymek. Tu w Częstochowie widać, że nie jesteśmy jedyni i niepowtarzalni. Widać, że jest tu z nami cała Polska. Ludzie młodzi i starsi, wszyscy zjednoczeni jedną myślą, z jednaką wiarą wędrują co roku do jednego celu, jakim jest Jasna Góra. I to jeszcze jedna lekcja udzielona nam przez pielgrzymkę. Do zobaczenia zatem za rok na Placu Zamkowym w Warszawie.
Źródło: Praca zbiorowa pod redakcją ks. Zygmunta
Malackiego |
Copyright (C) Salwatorianie - Kraków 2000 |