| Apostolaty | Duchowość | Aktualności | Informacje Ogólne | ||
![]() |
||
| Informacje ogólne | Pielgrzymi | Opis trasy | Kościoły na szlaku | Inne | | ||
Małżeństwo z "ZIELONEJ" (wersja Artura) Wszystko zaczęło się jakieś 7 lat temu... (1992, przyp. Vasyl) Skończyłem wreszcie 18 lat i jako człowiek dorosły, choć przed czekającą mnie jeszcze maturą w podwarszawskim LO, postanowiłem sam pójść na pielgrzymkę. Sam to znaczy bez rodziców, z którymi poszedłem raz w pielgrzymce mając 10 lat. Zapisałem się do "Zielonej", ponieważ miałem dzielić namiot z Kamilem i Przemkiem (znani kilku pokoleniom zielonych muzyczni), którzy po XI WAPD w grupie seledynowej zapisywali się do grupy zielonej. Na XII WAPD (1992) poszła pierwszy raz także Magda, jednakże w grupie biało-czerwonej, dlatego też spotkaliśmy się po raz pierwszy dopiero za rok, już w WAPM. Na sierpień 1993 roku datuje się też pierwsza wymiana naszych listów. Na XV WAPM (1995) Magda z koleżanka poszły razem z Wiolą, która z powodu swego wzroku miała problem z marszem w grupie. Sytuacja wymagała pomocy zmienników w prowadzeniu Wiolety, dlatego też któregoś dnia zostałem poproszony o pomoc także i ja. Coraz częściej rezygnowałem z przyjemności niesienia tuby czy wzmacniacza pomagając iść Wiolecie, zaś na postojach posilałem się już nie tylko w towarzystwie jednego czy drugiego kolegi/brata. Pielgrzymka skończyła się 15 VIII, my zaś uznaliśmy tę datę za początek naszej pogłębiającej się znajomości. W następnych latach, angażując się jako wychowawcy w kolonie letnie organizowane przez warszawski Caritas, mogliśmy się jeszcze lepiej poznać. Poznawaliśmy się też uczestnicząc w cyklu "Spotkań dla zakochanych" organizowanych przez Dominikanów jako forma spotkań przedmałżeńskich. 7 sierpnia 1999 roku, kiedy pielgrzymka odpoczywała w Jeruzalu, my udzieliliśmy sobie Sakramentu Małżeństwa w warszawskim kościele parafialnym na Ursynowie. W poniedziałek zaś dołączyliśmy do "Zielonej" WAPM, by już razem iść przez wszystkie radości i trudy. Artur W. (wersja Magdy) Drodzy sympatycy salwatoriańskiej strony www! Jesteśmy małżeństwem z zaledwie miesięcznym stażem i chcielibyśmy opowiedzieć Wam o naszej miłości, która rozpoczęła się podczas jednej z letnich pielgrzymek Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Diecezjalnej (dziś Metropolitarnej) w skrócie WAPM ? pod sztandarami salwatoriańskiej grupy ZIELONEJ, Wszystko zaczęło się w 1993 roku. Ja byłam wówczas siedemnastoletnią uczennicą LO prowadzonego przez S.S. Nazaretanki, Artur - mój mąż - wybrał się na pielgrzymkę przed swoją maturą w pruszkowskim LO. Artur zafascynował mnie na początku przede wszystkim swoim wzrostem. Jest bowiem wysokim (189 cm), szczupłym mężczyzną o niebieskich oczach. Wkrótce miało okazać się, że jest również miły, uczynny, wrażliwy, pogodny itp., itd. Jednym słowem zakochałam się. Nastąpiła wymiana adresów tuż przed końcem naszej pielgrzymkowej drogi do Częstochowy. W jedynym liście, który dostałam od Artura po pielgrzymce znalazłam garść informacji dotyczących książki W. Whortona "W księżycową jasną noc", do której przeczytania gorąco go zachęcałam, gdyż główny bohater wydał mi się uderzająco do niego podobny oraz zasuszony wrzos, który - nota bene - przechowuję do dziś. Po wakacjach oboje wróciliśmy do swoich zajęć, zapominając o sobie nawzajem. Okazało się jednak, że tylko na pewien czas. Los ponownie pozwolił nam się spotkać podczas XV WAPM w 1995 r. również w grupie ZIELONEJ. Artur był już dojrzałym studentem SGGW, a ja od października miałam rozpocząć studia w zakresie pedagogiki specjalnej na WSPS-ie w Warszawie. Tej pątniczej drogi nie przeżywałam jednak sama. Szłyśmy razem z Wioletą, która jest osobą niewidomą. Przyznam, że była to trudna droga, wymagająca ode mnie wyrzeczenia i cierpliwości. Jednak intencja, z którą szłam wymagała takiej postawy. Mianowicie dziękowałam za udany rok i prosiłam Matkę Bożą o pomoc w uporządkowaniu mojego życia uczuciowego. Pragnęłam, tak jak wielu młodych ludzi spotkać na swojej drodze człowieka, z którym mogłabym, z miłością i wzajemnym szacunkiem, przeżyć resztę życia i w ten sposób zrealizować swoją ziemską drogę do Boga Ojca. Być może Pani Jasnogórska uznała moje błagania za uzasadnione, gdyż znów na mej drodze postawiła Artura, który wykazał wiele serca pomagając Wiolecie w codziennym pokonywaniu pielgrzymkowej drogi. Podczas tych zaledwie kilku dni rozmawialiśmy trochę modliliśmy się i pomagaliśmy sobie wzajemnie (tzn. Artur pomagał nam). Kiedy doszliśmy do Częstochowy i 14 sierpnia stanęłam przed obliczem Czarnej Madonny wiedziałam na pewno, że Artur jest tym, którego dostaję w "prezencie" od Boga. Przyjęłam ten dar z radością i wielką wdzięcznością.
Panie spraw byśmy w tej drodze nigdy nie ustali. Abyśmy zawsze szli razem ręka w rękę. Abyśmy na Twojej miłości budowali nasza miłość. Gdyż wierzymy, że z miłości powstaliśmy i w miłość się obrócimy. Magda W.
|
Copyright (C) Salwatorianie - Kraków 2000 |