| Apostolaty | Duchowość | Aktualności | Informacje Ogólne | ||
![]() |
||
| Informacje ogólne | Pielgrzymi | Opis trasy | Kościoły na szlaku | Inne | | ||
Ja i "Zielona" WAPM Od dłuższego czasu myślałam o wybraniu się na pielgrzymkę do Częstochowy, jednak zazwyczaj na rodze do tego stawało mi wiele przeszkód. W końcu udało się i 5 sierpnia 1996 roku po wielu trudach po raz pierwszy znalazłam się na pielgrzymkowym szlaku. Dlaczego akurat "Zielona"? Do końca chyba sama nie wiem... Pierwszy raz poszłam w tej grupie dlatego, że wielu moich znajomych namawiało mnie do tego (jak widać mieli dar przekonywania...). Potem już nie brałam pod uwagę zmiany "koloru". Nie wiem, jak jest w innych grupach WAPM; "Zielona" podoba mi się i już. Każda pielgrzymka to swoiste przeżycia, które trudno komuś opowiedzieć. Bardzo długo nie rozumiałam, dlaczego tysiące ludzi co roku decyduje się na ogromny wysiłek, zarówno fizyczny jak i ten duchowy, i nie zważając na warunki pogodowe, odciski na nogach, niedospanie z niewiarygodną determinacją podążaja do Jasnogórskiego Szczytu. Teraz już mnie to nie dziwi... Początek sierpnia to czas, w którym wszystkie myśli krążą wokół tych dziesięciu pielgrzymkowych dni, przyjaciół poznanych w poprzednich latach, a w planach wakacyjnych po prostu musi się znaleźć czas na te "rekolekcje w drodze" - może to potwierdzić każdy, kto choć raz znalazł się na pątniczym szlaku. Niektórzy twierdzą, że to szaleństwo, inni że głupota, a jeszcze inni nieśmiało proszą o modlitwę.
Różne są motywy pielgrzymowania, czasem mniej, czasem bardziej poważne. Pami ętam, jak źle czułam się na początku XVII WAPM (1997), kiedy nie mogłam znaleźć dla siebie miejsca, wszystko mnie denerwowało i po raz któryś zadawałam sobie pytanie: co mnie skusiłożeby znowu iść te 300 km i tylko kombinowałam, jak wrócić do domu. I właśnie wtedy podszedł do mnie jeden z księży i z uśmiechem zaczął mnie przedrzeźniać: "Jak tam Ula się idzie? Chyba nie masz siły. Wiesz, lepiej wróć teraz, bo po się męczyć..." itd. Doskonale wiedziałam, że ksiądz nie dałby mi tak po prostu zrezygnować, jednak podchwyciłam taki styl rozmowy i powiedziałam: "Wie ksiądz, dojdę do Częstochowy i to dlatego, żeby zrobić księdzu na złość, OK?" "Zgoda" - usłyszałam i od razu lepiej mi się szło. Zdaję sobie sprawę z banalności tej sytuacji (szybko znalazłam inną, poważniejszą intencję), jednak uświadomiła mi ona ważną rzecz - trzeba bardzo uważać, aby nie popaść w przyzwyczajenie, w rutynę. Za każdym razem - idąc drugi czy dziesiąty raz - trzeba postawić sobie pytanie: po co idę? Bez poważnej intencji pielgrzymowania istnieje ryzyko, że przejdzie się całą pielgrzymkę bawiąc się i śmiejąc. A chyba nie o to chodzi... Według mnie "Zielona" wyróżnia się wśród grup WAPM. I nie mam na myśli jedynie jej wyglądu zewnętrznego, rozśpiewania czy liczebności. Mam na myśli dużą liczbę kapłanów, kleryków i sióstr zakonnych pielgrzymujących w naszej grupue. Dla mnie ma to duże znaczenie, bo właśnie na pielgrzymce zrozumiałam, że są oni takimi samymi ludźmi jak my (tylko trochę inaczej ubrani). Znikają bariery podziału na duchownych i świeckich, a zawarte znajomości trwają długo po pielgrzymce. Nigdy nie namawiałam ludzi na pielgrzymowanie do Częstochowy (no może czasami). Uważam, że każdy powinien sam do tego dojrzeć (i nie mam tu na myśli wieku). Ale nikt nie powinien powiedzieć, że pielgrzymowanie to głupota, dopóki sam choć raz nie zostawi swojego środowiska i nie zostanie pątnikiem, który bez względu na pogodę, ból i zmęczenie podąża do Jasnogórskiej Pani. A więc do zobaczenia na pielgrzymkowym szlaku... Urszula Dworakowska
|
Copyright (C) Salwatorianie - Kraków 2000 |