| Apostolaty | Duchowość | Aktualności | Informacje Ogólne | ||
![]() |
||
| Informacje ogólne | Pielgrzymi | Opis trasy | Kościoły na szlaku | Inne | | ||
Radość doskonała Im bardziej ucywilizowany świat tym trudniej zrozumieć wierzącego. Następuje coraz większe wymieszanie wątków nadprzyrodzonych życia człowieka. Do jednego wora wrzuca się sekty, bioenergoterapię, jogę, medytacje wschodu i niestety wiarę katolicką także. Uświadamia się ludziom, że owszem są złożeniem dwóch światów: cielesnego i duchowego i potrzebują bodźców transcendentnych. Na równi stawia się poradę psychologa i szczerą spowiedź, spotkania psychoanalityczne z grupami modlitewnymi, uczestnictwo we Mszy Świętej z potrzebą młodych do uczestnictwa w spędach typu koncert rockowy. Tak wypowiadają się ludzie-autorytety, którzy nie znają Chrystusa i Kościoła. My mamy tę przewagę, że możemy przemawiać znając prawdę o życiu i argumenty obu stron. Tu bowiem wystarczają wiara i baczna obserwacja rzeczywistości. Jest październik. Wychodzę na ulicę Warszawy i chcę krzyczeć: "W moim sercu mieszka Król, Jezus Chrystus!". Ale radość przepełnia tylko serce, usta milczą, oczy śledzą zapędzonych, zatroskanych, przerażonych przechodniów będących częścią 90% społeczeństwa polskiego deklarującego przynależność do tego samego Kościoła co ja. Dlaczego więc są tacy przestraszeni i smutni? To pytanie obraca się również do mnie, bo dziś jestem radosna, ale może wczoraj byłam jedną z nich. Jedną z tych, którzy zapomnieli na jakiś czas o Chrystusie... Oby na krótko. Jest sierpień. Wychodzę z pięcioma tysiącami ludzi na ulice Warszawy i wszyscy krzyczą: "Tylko Jezus daje życie i radość!". Wszystko jest nowe i inne. Jasne i proste. Wszyscy się cieszą. Oto nie ma zapędzonych, zatroskanych, przerażonych przechodniów, tylko rusza młodzieżowa pielgrzymka piesza na Jasną Górę. Wyrusza z samego serca Warszawy, z kościoła św. Anny na Krakowskim Przedmieściu. Nagle pytania: dlaczego tak? Dlaczego ich tak wielu? Dlaczego ludzie pędzący do pracy przystają, patrzą...i płaczą? Czy to nowe zjawisko kulturowe? - zapyta socjolog. Może grupowa obsesja? - zastanawia się psychiatra. Może mają w tym jakiś intratny biznes? - odburknie spieszący do firmy menedżer, który musi długo czekać na czerwonym świetle, bo grupy pielgrzymów ciągną się jedna za drugą. Chyba nietrafne jest określenie "ciągną się", bo młodzi idą w szyku raźnym krokiem. Mają jeszcze mnóstwo sił fizycznych, entuzjazmu, radości, zaufania. Te uczucia mogą falować przez 10 dni pątniczej drogi, ale ze wzmożoną siłą wybuchną przed szczytem Jasnej Góry w okrzyku: "Matko dziękuję!". I wtedy nie ma wątpliwości, że Bóg jest, a młodzi umieją kochać. 10 dni pielgrzymki to czas pustyni. Świat pątnika zatrzymuje się. Wszystko wokół pędzi, a on jest teraz tylko dla Boga i ludzi, do których mówi otwarcie: bracie, siostro. Można było pojechać z dziewczyną pod namiot na Mazury, oglądać piękno zagranicznych stolic, opalać się na plaży, chodzić na basen i masaż stóp lub jeść desery po wykwintnym obiedzie. A na pielgrzymce?... Chłopcy mają swoje podwórko, dziewczyny śpią w osobnych stodołach czy namiotach, wokół wiejskie chałupy i krowy na łące, słońce spala twarz a zimne deszcze przyprawiają o dreszcze, na nogach bąble, bolą kolana i nawet nie wolno kupić sobie loda... Ale pątnik wie, że to wszystko warto. Że przyjemności ciała nie przynoszą duszy pożytku i nie dają szczęścia. Pielgrzymka uczy, że wyrzeczenie jest więcej warte, że można z siebie zrezygnować, by docenić smak przaśnego chleba i wody, obok których na co dzień przechodzimy obojętnie i bez zadowolenia. Jeśli nie umiemy cieszyć się smakiem chleba, nic innego nie przyniesie nam radości, znaczy to bowiem, że jesteśmy zepsuci i nic nie da nam radości. Pielgrzymka uczy przyjmowania od ludzi dobra i zła, choć to drugie pozwala kochać się bardziej i tolerować. Wszyscy tu wiedzą, że dziesiątego dnia drogi jest szczególne miejsce - Przeprośna Górka - gdzie trzeba się pojednać, by godnie spojrzeć w oczy Czarnej Madonny. Potem w życiu też jest łatwiej i szybciej potrafimy przebaczyć i zrozumieć bliźniego. Choć pod koniec drogi ma się wszystkiego dość i błogosławi się nadchodzącą chwilę kąpieli w wannie z pianą i kolacji przy rodzinnym stole, to przychodzi głęboki żal, że to już koniec. Już teraz zaczyna się tęsknić za następnym sierpniem, za wspólną drogą z braćmi i siostrami do Ukochanej Matki.
Dla Salwatorianów |
Copyright (C) Salwatorianie - Kraków 2000 |