| Apostolaty | Duchowość | Aktualności | Informacje Ogólne | ||
![]() |
||
| Informacje ogólne | Pielgrzymi | Opis trasy | Kościoły na szlaku | Inne | | ||
Przedstawiamy służby WAPM (cd.) Każdy pielgrzym w trakcie pielgrzymki wiele razy słyszy magiczne słowo: Baza. Gdy trzeba o coś spytać - odpowiedzą na Bazie, gdy coś zgubisz - pewnie znajdziesz na Bazie; tam przy odrobinie szczęścia można dojechać autostopem, jeżeli spotka się sanitarkę rozwożącą "padalców". Na Bazie można tez się dowiedzieć, ile dodatkowych kilometrów należy przejść, aby dotrzeć na nocleg do swojej grupy. Baza to również miejsce, gdzie po całym dniu męczącego marszu i ciężkiej pracy przychodzą bracia i siostry ze wszystkich służb. Tam przechowywany jest Krzyż pielgrzymkowy i wszystkie bardzo ważne dokumenty oraz przedmioty pomagające w obsłudze całej pielgrzymki. Na Bazie zostawiane są tez pielgrzymkowe samochody i bagaże. Szefem Bazy WAPM przez długie lata był Brat Jerzy Kazimierczak. Szef dba o porządek oraz koordynuje działania wszystkich służb znajdujących się na Bazie. Nie jest to prosta sprawa, gdy wieczorem do jednego gospodarstwa przychodzi nagle tylu ludzi i każdy czegoś chce: a to kanapkę, a to plecak, a to gdzie się umyć. W ciągu dnia bazowi pakują dobytek pielgrzymki i służb, aby przewieźć wszystko do wsi następnego noclegu. Pilnują go i przygotowują wszystko na przyjęcie braci i sióstr z pozostałych służb. Wieczorem, kiedy wszyscy na Bazie udadzą się już na spoczynek i zapada cisza, chłopcy ze służby bazowej rozpoczynają swój nocny dyżur. Zawsze ktoś czuwa, aby w razie jakiejś nieprzewidzianej sytuacji moc zaalarmować, obudzić innych i udzielić pomocy potrzebującym. Na płocie przed Baza działa jedyne w swoim rodzaju "Biuro Rzeczy Znalezionych", którego obsługa zajmują się bazowi. A pielgrzym potrafi zgubić dosłownie wszystko. Nawet własną grupę. Asortyment znalezionej odzieży i akcesoriów pielgrzymkowych jest imponujący i rośnie z każdym dniem. Można tam znaleźć od metalowego kubka i papieru toaletowego, poprzez skarpetki (do pary i luzem), czapki, spodnie, koszulki, swetry, płaszcze od deszczu i kurtki, plecaki, kuchenki gazowe, na śpiworach, karimatach i namiotach kończąc. Czasami odnosi się wrażenie, ze pielgrzym, któremu jest zbyt ciężko, wyrzuca zbędne rzeczy po drodze, a później wędruje pod bazowy płot z nadzieją, ze ktoś to znalazł, doniósł lub dowiózł i oddał do "Biura". Ci najbardziej roztargnieni szukają tego, co zgubili na trasie, dopiero przed następną pielgrzymką w Warszawie, w kościele św. Anny, gdy - w czasie kompletowania sprzętu - okazuje się, ze na przykład brakuje... masztów do namiotu. Zaopatrzenie Każdy, kto choć raz był na WAPM wie, ze w drodze każdego dnia towarzysza nam samochody z napisami "Zaopatrzenie" i "Chlebuś". Szefem tej służby jest Brat Grzegorz Zdrojek. "Chlebuś", przewoźny supermarket pielgrzymkowy wyposażony w dwa auta jedzie wzdłuż naszego szlaku, by zaopatrywać wszystkich pątników w pieczywo i napoje, aby w ciągu dnia nikt nie był głodny i spragniony. Bracia z tej służby dbają, by pielgrzymom nie odpadły ramiona od noszenia prowiantu w podręcznych plecakach. Bracia są z nami na każdym postoju i zawsze w widocznym miejscu. Dzięki Zaopatrzeniu nie trzeba nosić dodatkowych ciężarów przez cały dzień w podręcznym bagażu ani tez nadkładać drogi, by dotrzeć do mijanych sklepów. Na samochodach "Chlebusia" można też kupić kartki pocztowe oraz książki z programem duchowym WAPM rozważanym w czasie tych dziesięciodniowych rekolekcji w drodze. Kierowcy pielgrzymkowi Jest to służba naszej pielgrzymki, która nie idzie, tylko jedzie; ale po to, by inni mogli pielgrzymować. Nasi kierowcy to wspaniali mężczyźni, którzy swoją pracą służą pielgrzymom. Dzielimy ich na bagażowych i bagażowych. Bagażowi przewożą samochodami ciężarowymi nasze bagaże z noclegu na nocleg, dbają o nie i chronią przed deszczem. Bazowi to kierowcy samochodów służbowych WAPM. Są do dyspozycji szefów poszczególnych służb. Ich służba jest bardzo istotna dla sprawnego przeprowadzenia pielgrzymki. Dziękujemy naszym Braciom Kierowcom za ich pełną ofiarności i poświęcenia służbę dla WAPM. Kuchnia Kuchnia na Bazie to chyba ulubione miejsce wszystkich służb pielgrzymkowych; tu zaczyna i kończy się każdy dzień. Praca w kuchni rozpoczyna się bardzo wcześnie. Śniadanie musi być przygotowane na czas, ponieważ nikt wychodzący z Bazy nie powinien być głodny. Podobnie dzieje się po południu i wieczorem, kiedy wszyscy przychodzą do Bazy. Oczywiście głodni i zmęczeni. Wtedy w kuchni pielgrzymkowej zawsze znajdą coś do przekąszenia przed właściwą kolacja. Posiłki są przygotowywane przez dziewczęta starające się, aby nikt nie był głodny. Czasami jest to trudne, gdyż gusty kulinarne są bardzo różne. Można to jednak złożyć na karb pielgrzymkowych wyrzeczeń. Służbę tę obecnie zdominowały kobiety. Jednak w historii kuchni pielgrzymkowej byli tez wspaniali mężczyźni. Jednym z tych, którym należy się szczególnie nasza pamięć był śp. Franciszek Kowalczyk. To człowiek, który ze stoickim spokojem znosił kaprysy służb, potrafił im ugotować prawie wszystko, a przede wszystkim zorganizował kuchnię tak, iż do dziś stanowi niedościgniony wzór. Obecnie nie ma w kuchni gotowania. Staramy się wykorzystywać dary uczynnych gospodarzy i zjadać przygotowane przez nich na trasie posiłki, zabierając część z nich w specjalnie przygotowanych termosach. Kuchnia pielgrzymkowa, jak każda kuchnia, kojarzy się z domem i z domową atmosferą. Może tez dlatego jest zawsze najsympatyczniejszym miejscem i nikt nie zważa na polowe warunki i monotonne menu. Bez niej trudno byłoby sobie wyobrazić Bazę, a raczej stworzyć jej rodzinny charakter. Kuchnia stanowi istotny element w integracji poszczególnych służb i jednocześnie nadaje specyficzny charakter tak prostej czynności, jak zaspokojenie głodu, gdy dzielimy się wszystkim, co mamy. Kwatermistrz noclegów Na WAPM funkcjonuje też taka służba, która stara się zapewnić wszystkim wędrującym na Jasną Górę noclegi. Nazywamy ich kwatermistrzami noclegów. Zwykle w tej służbie pracuje od 4 do 8 osób i głównie są to klerycy Seminarium Warszawskiego. Swoją pracę rozpoczynają na długo przed wyruszeniem pielgrzymki z Warszawy jadąc na objazd trasy, aby ustalić i potwierdzić miejsca, gdzie będzie można rozplanować noclegi dla wszystkich pielgrzymów. W trakcie trwania pielgrzymki kwatermistrze każdego dnia rano wyruszają do wyznaczonych wiosek, gdzie odwiedzają wszystkich gospodarzy i pytają o możliwość przenocowania określonej liczby ludzi. Rozwieszają kolorowe tabliczki z napisami "siostry", "bracia". Ustalają, ile stodół będzie miała na przykład Grupa Czerwona a ile Biała, w którym miejscu i na jakiej łące będzie można rozbić namioty. Jest to nie lada zadanie zważywszy, ze czasem pada (lub leje) deszcz, a łąki (przyszłe pola namiotowe) zamieniają się w piękne mokradła i raczej trudno jest wówczas rozstawić na ich namioty. Po rozplanowaniu noclegów kwatermistrze noclegów rozrysowują mapki z informacją o rozlokowaniu grup i przekazują je do Bazy dla wszystkich służb pielgrzymkowych. Jest to szczególnie ważne, gdyż czasami noclegi są w kilku wioskach, a poszczególne grupy odłączają się od głównej pielgrzymki idąc inną trasą. Następnego dnia, gdy wszystkie grupy opuszczą już noclegi, kwatermistrze chodzą od gospodarstwa do gospodarstwa zbierając tabliczki i dziękując za gościnne przyjęcie pątników. Gospodarzom na pamiątkę rozdają obrazki. Jeśli tylko czas pozwala, kwatermistrze dołączają do wybranych grup i wędrują z nimi kilka etapów. Kwatermistrz obiadów Wszędzie jest dobrze, ale w domu, na garnuszku mamusi najlepiej. Szefem "pielgrzymkowego garnuszka", a właściwie pielgrzymkowych kotłów jest kwatermistrz obiadów, którą to funkcję pełni Siostra Krystyna Szczerbinska zwana czasem Siostrą Obiadówką. Przez dziesięć dni pielgrzymkowego szlaku, dzięki ogromnemu sercu i dobroci gospodarzy mieszkających w mijanych przez nas wioskach możemy każdego dnia zjadać smaczne i pożywne posiłki w porze obiadowej. Mieszkańcy tych wiosek, pomimo wielu obowiązków, zgodnie ze staropolskim powiedzeniem "czym chata bogata, tym rada" przyjmują pątników w swych domostwach. Dzięki ich poświeceniu Siostrze Krystynie udaje się wykarmić całą rzeszę zgłodniałych współbraci. To, co gospodarze przygotowują dla nas, bywa czasami iście królewską ucztą; tym bardziej, że idąc na pielgrzymkę nie oczekujemy niczego. Dlatego tez każdy pątnik jest wdzięczny gospodarzom za poniesiony trud, okazane serce i za każdy poczęstunek składa serdeczne "Bóg zapłać". Na trasę pielgrzymkową zabierane są specjalne, wielolitrowe termosy, które jeszcze przed wyruszeniem do Częstochowy trzeba sprawdzić i przygotować, aby były czyste, a przede wszystkim szczelne, czyli trzymały ciepło i nie przeciekały. Termosy te służą do przewożenia zup. Aby jednak było co przewozić, Siostra Krystyna codziennie rano, jak tylko pielgrzymka opuści nocleg, wyrusza wraz z braćmi i siostrami do miejscowości oznaczonych w rozpisce trasy hasłem: "obiad". Bywa czasem tak, że obiad jest spożywany w dwóch lub trzech miejscowościach jednocześnie i wówczas, gdyby nie pomoc, Siostra Obiadowka musiałaby się rozdwoić lub roztroić. Po dotarciu na miejsce wszyscy wyruszają na podbój wioski. Chodzi się od domu do domu serdecznie pozdrawiajac w imieniu WAPM i pielgrzymów oraz rozdając obrazki i pamiątkowe znaczki pielgrzymkowe. Nie jest to taka prosta sprawa wejść na teren gospodarstwa. Nieraz śmiesznie wyglądało, gdy chłopak rosły jak dąb uciekał przez płot przed ujadającym wściekle brytanem wielkości ratlerka. Jednak trzeba zebrać informacje, czy w danym gospodarstwie został przygotowany posiłek i ile osób może się tam pożywić, by następnie można było podzielić grupy i wskazać im miejsce obiadowego odpoczynku. Kiedy wszyscy się już najedzą (jedni mniej, inni więcej), odpoczną i wyrusza w dalszą drogę, kwatermistrz obiadów jeszcze raz obchodzi gospodarstwa, gdzie były przygotowane zupy i dziękuje za gościnę, polecając się pamięci gospodarzy na przyszły rok. W WAPM co roku bierze udział masa ludzi, która pozostawia po sobie sterty różnorakich śmieci. Dlatego na pielgrzymce jest służba zajmująca się ich uprzątaniem. Nazywamy ją po prostu Sanepidem lub żartobliwie PSOT, czyli Pielgrzymkowa Służba Oczyszczania Terenu. Jej szefem jest Brat Rafał Tuchanowski. Przed wyruszeniem pielgrzymki Brat Rafał kupuje odpowiednią liczbę worków na śmieci, rękawic i innych przedmiotów potrzebnych do sprawnego funkcjonowania tej służby. Każdego dnia wyznaczane są grupy do pełnienia dyżuru przez cały następny dzień przy sprzątaniu i zbieraniu śmieci. Chętni pielgrzymi z tych grup zgłaszają się sami. Ochotnicy do pracy w Sanepidzie kierują się rożnymi pobudkami. Czasami jest to chęć służenia, innym razem podjechania, a czasami po prostu nieznajomość gwary pielgrzymkowej. Była raz pielgrzymkowa nowicjuszka, siostra wielkiego serca, która słysząc ogłoszenie, że potrzebni są chętni do pracy w Sanepidzie zgłosiła się natychmiast sądząc, że jako lekarz medycyny na pewno się przyda... Brat Rafał wraz z braćmi i siostrami codziennie rano, po wyjściu wszystkich grup z noclegu chodzi od gospodarstwa do gospodarstwa, od noclegu do noclegu i zbiera śmieci pozostawione przez pielgrzymów. Podobnie sytuacja przedstawia się na postojach. Po przejściu całej pielgrzymki ludzie z Sanepidu dojeżdżają do wszystkich miejsc, gdzie odpoczywali pątnicy i rozchodzą się z wielkimi foliowymi workami na odpadki aby posprzątać wszystko, co do jednego papierka. Do obowiązków Sanepidu należy również wywóz śmieci na wysypiska. Kiedy uzbiera się cały samochód odpadków, Rafał wyszukuje najbliższe wysypisko śmieci i tam pozbywa się zbędnego bagażu. Śmiało można powiedzieć, że po przejściu PSOT-a jest tak czysto, jak nigdy przedtem tam nie było. Sekretariat Nic na pielgrzymce nie mogloby się udać, gdyby nie praca Siostry Ewy A. Zając, zwanej może trochę dziwnie, lecz z ogromną sympatią Sekretariatem. Inaczej mówiąc, pielgrzymkowy Sekretariat to podręczne biuro i kancelaria Księdza Rektora, bez którego pewnie by się pogubił i zginął jeszcze w Warszawie, a które działa przez cały rok. Działa, i to bardzo sprawnie. Przygotowania Siostry Ewy do kolejnej pielgrzymki rozpoczynają się tuż po zakończeniu poprzedniej. W imieniu Księdza Malackiego oraz wszystkich pielgrzymów wypisuje ona podziękowania do parafii i wiosek, które gościły pątników, na święta przesyła życzenia, a na dwa miesiące przed pielgrzymką zwraca się z uprzejma prośbą o ponowne przyjęcie wszystkich uczestników rekolekcji w drodze. Następnie wyrusza wraz z Księdzem Rektorem i szefami innych służb na objazd trasy, aby odwiedzić wszystkie miejscowości, przez które wiedzie nasz szlak oraz aby sprawdzić i potwierdzić możliwości sprawnego przeprowadzenia wszystkich wędrujących na Jasną Górę w kolejnym roku. Sekretariat prowadzi w ciągu roku obszerną korespondencję w wielu rozmaitych sprawach pielgrzymkowych. W czasie pielgrzymki Siostra Ewa prowadzi podręczne biuro, ustala przeróżne szczegóły organizacyjne dokonując ostatecznych poprawek i korygując błędy, pisze codzienną pocztę pielgrzymkową. Redakcja poczty pielgrzymkowej nie jest łatwa, gdyż Sekretariat musi wiedzieć wszystko o wszystkim, czyli na przykład gdzie nocuje i o której godzinie wstaje każda grupa, jaka jest kolejność wychodzenia z noclegów. Te informacje trzeba jeszcze zebrać i poukładać w logiczną całość oraz codziennie podać na czas do wiadomości Księży Przewodników i służb. Przy dużym tempie pracy Sekretariatu czasem dochodzi do zabawnych pomyłek językowych, rodem z zeszytów szkolnych, co wzbudza salwy śmiechu wśród czytających i słuchających niepoprawioną pocztę. Sekretariat pełni swą funkcję bardzo odpowiedzialnie i nie zdarzyło się nigdy, aby coś nie było zrobione na czas. Na WAPM istnieje jednoosobowa służba, która właściwie nie ma nazwy. Służy w niej Brat Mieczysław Cherubinski, nazywany przez wszystkich "woziwodza". Jest to niczym nie zastąpiony kierowca Księdza Rektora, inaczej mówiąc Wodza Pielgrzymki. Do podstawowych zadań brata Mietka należy ułatwianie Księdzu Rektorowi, przez 10 dni trwania pielgrzymki, przemieszczania się i to czasem w bardzo szybkim tempie, z miejscowości do miejscowości, z postoju na postój po całej trasie WAPM. Jest na każde zawołanie Wodza praktycznie 24 godziny na dobę. Bez poświecenia ze strony Brata Miecia wiele spraw pielgrzymkowych mogło by być niedopilnowane przez Szefa Pielgrzymki. A Ksiądz Rektor chce być praktycznie wszędzie, aby wszystkiemu się przyjrzeć i nad wszystkim czuwać. W gestii woziwodza leży tez wożenie wzdłuż naszego szlaku księży biskupów odwiedzających pielgrzymkę. Brat Mietek występuje też czasem w roli piorunochronu. Jeśli Ksiądz Rektor dowiaduje się nagle, że coś na trasie dzieje się nie tak jak powinno, jego pierwszą reakcją jest hasło: "Mieciu! - jedziemy!" i w mgnieniu oka kierują się do wskazanego miejsca. Po drodze Wodzu zbiera informacje na temat nieszczęsnego wydarzenia lub problemu do rozwiązania, rzucając gromy oczywiście na głowę najbliżej siedzącego, czyli Mietka. Woziwodza ze stoickim spokojem wysłuchuje uwag Księdza Rektora i w żaden sposób nie daje się wyprowadzić z równowagi. Dlatego gdy przybywają na miejsce, Ksiądz częściowo już uspokojony, jest w stanie wysłuchać argumentów drugiej strony, że właściwie jechał na darmo, bo problemu właściwie nie było lub został już zażegnany. Często dzięki Mietkowi wszystkim braciom i siostrom z innych służb łatwiej jest potem rozmawiać z Wodzem Pielgrzymki.
Źródło: Praca zbiorowa pod redakcją ks. Zygmunta
Malackiego |
Copyright (C) Salwatorianie - Kraków 2000 |