| Apostolaty | Duchowość | Aktualności | Informacje Ogólne | ||
![]() |
||
| Baza linków | Vademecum Pielgrzyma | Książki, artykuły | Konferencje | Różne | WAPM-Zielona | | ||
Dziewiąty dzień WAPM Fragment Pisma Św.: Mt 19, 3-12 Wezwanie do modlitwy: Za polską młodzież, aby wybierała drogi na których zawsze spotka Boga. Moje spotkanie z Jezusem na modlitwie. "Rzekli do Jezusa niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów: "Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie". Lecz On im odpowiedział: "Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz." (Mt 12, 38-41). Na okręcie podczas burzy załoga uznała, że to z powodu Jonasza ich życie jest w zagrożeniu, ponieważ zachowywał obojętność wobec wydarzeń, które przecież dotykały także jego samego. Jonasz zwrócił na siebie uwagę przez to, że się nie modlił. Człowiek, który się nie modli, staje się zagrożeniem dla innych. Gdy świat się modli, przez to wszystko przebywa w Jezusie i staje się wspólnotą. Natomiast gdy nie ma modlitwy, odniesienia do Boga, to ludzkość nie jest wspólnotą, ale komuną, grupą wspólnych interesów często zmiennych i przeciwstawnych sobie. Wspólnota jest wspólnota, ponieważ się modli. W tym tkwi potęga i trwałość Kościoła, który pomimo ludzkiej grzeszności trwa od wieków - gdyż Kościół to wspólnota ludzi modlących się do Boga, opierających swoje życie nie na jakiejś idei czy organizacji, ale na Jezusie Chrystusie. Losy świata nie decydują się na polach bitew, ale w modlitwie. Miejsca, w których modlitwa stanowi główne życiowe zajęcie, nie znajdują się na obrzeżach historii, ale właśnie w jej centrum (Jim Forest, Tomasza Mertona życie z mądrością). Modlitwa zapewnia trwałość i życie wspólnoty. Modlitwa czyni wspólnotę. Żeglarze postanowili rzucić losy aby poznać, kto jest przyczyną ich nieszczęścia. Rzucanie losów było zwyczajem pogańskim, jednakże Izraelici również byli przekonani, że jeżeli czyni się to z wiarą, to Bóg posługuje się tym znakiem. W fałdy sukni wrzuca się losy, a Bóg sam rozstrzyga (Prz 16 ,33). W ten sposób dokonywali również wyboru spośród dwóch kandydatów na miejsce Judasza (zob. Dz 1, 23-26). I rzucili losy, a los padł na Jonasza (Jon 1, 7). Kiedy dowiedzieli się, że Jonasz jest tym, który ucieka przed Panem, ogarnął ich lęk. To człowiek, który sprzeciwił się Bogu. Wiedzieli, że to z powodu Jonasza burzą się fale morza. I znów w tym obrazie możemy odnaleźć głębokie przekonanie, że grzech jednego człowieka ściąga skutki grzechu na wszystkich. Jonasz podpowiada im bardzo trudne dla siebie rozwiązanie: Weźcie mnie i rzućcie w morze, a przestaną się burzyć wody przeciw wam, ponieważ wiem, że z mojego powodu ta wielka burza powstała przeciw wam Jon 1, 12). Jonasz wie, że jego nieposłuszeństwo sprowadziło na nich nieszczęście. Lekarstwem ostatecznym dla człowieka może stać się świadomość, że przez grzech ciężki sam siebie stawia poza wspólnotą Kościoła, choć nadal do niej przynależy. To wyrzucenie poza statek nie jest śmiercią, ale staje się czasem powrotu, nawrócenia. W pierwszych wiekach Kościoła pokutę nakładano publicznie. Ten, który sam siebie wyłączył ze wspólnoty, najpierw podejmował publiczne dzieło pokuty (np. posługa wśród chorych), aby oczyszczony przez sprawowanie miłosierdzia, sam tego miłosierdzia mógł dostąpić. Biskup jednocześnie zalecał, aby takiego pokutnika otaczano troskliwością, aby nikt nim nie gardził, by sam, słaby, nie uległ załamaniu. Później brat czy siostra byli uroczyście wprowadzani do kościoła, gdzie Biskup udzielał im rozgrzeszenia. Odnosiło się to do tych osób, których winy były publiczne. Natomiast wobec grzechów, które stawały się bardzo liczne i powszechne, a ich ciężar był znaczny, Kościół nakładał karę ekskomuniki, czyli niemożności pozostawania w Komunii sakramentalnej z Panem Jezusem i Jego Mistycznym Ciałem. Kara ta, do dziś stosowana, ma pomóc zrozumieć całej wspólnocie, że dany grzech jest ciężkim wykroczeniem przeciw miłości Boga i bliźniego. Jest to pomoc dla opamiętania i wzbudzenia większej wrażliwości na daną sprawę. I tak np. swego czasu Episkopat Kościoła w Hiszpanii nałożył karę ekskomuniki na każdego, kto dopuścił się podpalenia czyjegoś domostwa, gdyż ten proceder stał się tam nagminny. U nas w Polsce, ale także na całym świecie, grzechem obłożonym ekskomuniką jest zabójstwo lub współdziałanie w zabójstwie dziecka nienarodzonego ze względu na bezbronność osoby ludzkiej. Taką karę ekskomuniki może zdjąć tylko biskup lub spowiednik, który posiada odpowiednie ku temu uprawnienia. Człowiek, jeśli nie zacznie wołać do Boga o miłosierdzie, nie dostępuje go. Ale może stać się odwrotnie, jak z Jonaszem, który będąc w skrajnym niebezpieczeństwie, zaczyna modlić się do Pana. Z praktyki konfesjonału znam ludzi, dla których świadomość ekskomuniki była silniejszym wstrząsem niż świadomość samego grzechu śmiertelnego. To tak jak człowiek, który nagle, po fakcie zdaje sobie sprawę, że jego życie było zagrożone. To doświadczenie bardzo porządkuje wewnętrzne odniesienie do Boga, budzi tęsknotę za życiem, którego dawcą jest Bóg. Jonasz wyrzucony ze statku zostaje pochłonięty przez wielką rybę, a według innego tłumaczenia - wieloryba, którego zesłał Pan. I był Jonasz we wnętrznościach ryby przez trzy dni i trzy noce (Jon 2, 1). W tym doświadczeniu Jonasz zaczyna się modlić, odnajduje drogę do Pana Boga, drogę z której sam zszedł. Największym szczęściem dla człowieka nie jest wyzwolenie od utrapień, ale odnalezienie - nawet w utrapieniach - Boga, Jego Miłości. Zjednoczenie z Bogiem, pragnienie pełnienia Jego woli - oto największy pokój i radość. A sprawić to może jedynie odnowiona Miłość. Można być wrzuconym w wodne odmęty, połkniętym przez rybę jak Jonasz, czy też odnaleźć się w piecu ognistym jak trzej Młodzieńcy - i być szczęśliwym w jedności z Bogiem, bo jeżeli Bóg z nami, kto przeciwko nam! (Rz 8, 31). Tym szczęściem jest to, że Bóg nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować (Rz 8, 32). Jakże wdzięczni winniśmy być za tę wielką miłość Boga - Jezusa Chrystusa, której nikt i nic nie jest w stanie wysłowić. Ta miłość ogarnia nas ze wszech stron jak fale morza - które jednak nie zatapiają, ale przynoszą życie wieczne. Modlitwa Jonasza to przepiękna pieśń ocalonego, jakże podobna do psalmów czy pieśni Izraelitów po przejściu Morza Czerwonego: W utrapieniu wołałem do Pana, a On mi odpowiedział. Z głębokości Szeolu wzywałem pomocy, a Ty usłyszałeś mój głos (...). Ale Ty wyprowadziłeś życie moje z przepaści Panie, mój Boże! Gdy gasło we mnie życie, wspomniałem na Pana, a modlitwa moja dotarła do Ciebie (...). Czciciele próżnych marności opuszczają Łaskawego dla nich (Jon 2, 3; 7, 9). Jonasz jest bardzo szczery w swojej modlitwie. Samego siebie nazywa czcicielem próżnych marności. Wie, że tak naprawdę śmiercią dla niego nie byłyby morskie fale, lecz odwrócenie się od Boga. To jego Szeol, otchłań. Wzburzone morze to jedynie symbol ludzkiego grzechu, namiętności i chęci układania życia według swojego planu, bez miłosierdzia. Pokorne uznanie własnej winy rozbudza w nim pragnienie służenia Bogu (zob. Ps 51). Pytania do medytacji: Czy zdarzają mi się sytuacje, kiedy świadomie uciekam przed Bogiem, aby uniknąć wypełnienia trudnego dla mnie zadania? Czy w niebezpieczeństwie szukam pomocy w modlitwie - czy tylko w ludzkich środkach? Co uważam za większe zagrożenie: utratę majątku? pracy? zdrowia? Czy odejście od Boga przez popełnienie grzechu?
Źródło: Ks. Jakub Szcześniak - "Droga do Ojca", Warszawa 1999 |
Copyright (C) Salwatorianie - Kraków 2000 |