| Apostolaty | Duchowość | Aktualności | Informacje Ogólne | ||
![]() |
||
| Baza linków | Vademecum Pielgrzyma | Książki, artykuły | Konferencje | Różne | WAPM-Zielona | | ||
Dziewiąty dzień WAPM Owoce Ducha Świętego albo o "niebie gwiaździstym i prawie moralnym". Fragment Pisma św.: Mt 26, 19-24. Ćwiczenie duchowe: Zrezygnuj z czegoś, co dla ciebie jest ważne i co możesz zdobyć dzięki swej zapobiegliwości. Intencja modlitewna: Pomódl się za tych wszystkich z twojego środowiska, którzy w posiadaniu dostrzegają wartość i cel życia. Rozważania poranne 1. Od początku chrześcijaństwa teologom i filozofom stawiano pytanie; czy chrześcijanin powinien się wyrzec dóbr materialnych? Wokół odpowiedzi na nie toczono już bardzo wiele sporów. Rzecznicy bezwzględnego ubóstwa argumentują, że Chrystus jednoznacznie potępiał bogaczy i mamonę. Natomiast przeciwnicy tak radykalnej postawy zwracają uwagę na słynny nakaz z Księgi Rodzaju: (...) abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną (Rdz 1, 28). Podkreślają, że Bóg stworzył człowieka, który - aby żyć - musi mieć zaspokojone potrzeby materialne, ponieważ jest istotą nie tylko duchową, ale także cielesną. Pierwsze dwa rozdziały Księgi Rodzaju ukazują, że człowiek - z woli Boga - jest istotą cielesno-duchową, której powołaniem jest panowanie nad światem materialnym. Jednocześnie Bóg określił sposób, w jaki człowiek ma korzystać z dóbr, którymi został obdarzony. Można go nazwać krótko - Bóg uczynił osobę ludzką "zarządcą" Swojej własności. Przypomina o tym przypowieść o bogaczu i Łazarzu (Łk 16, 19-31). Obaj przeszli granicę życia i śmierci. Nędzarz Łazarz dostąpił zbawienia, a bogacz został potępiony. Dlaczego? Czy dlatego, że był bogaty? A może dlatego, że nie okazał miłosierdzia Łazarzowi? Jakie było kryterium sądu? Odpowiedzi udziela Abraham, którego bogacz błaga o litość: Wspomnij synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra (Łk 16, 25). Znamienne jest użycie zaimka "swoje". Kara spada na bogacza, nie dlatego, że był bogaty, ale dlatego że to, co miał, uważał za swoją własność, a nie dostrzegał, że to dary Boga. Ponadto został potępiony, ponieważ zabiegał jedynie o wartości materialne. O tym opowiada inna przypowieść: "Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia". I opowiedział im przypowieść: "Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj. Lecz Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?" Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem. Przełóżmy sens przypowieści na język naszych codziennych doświadczeń. Po pierwsze, bogaczem jest każdy, kto poza wartościami materialnymi nie dostrzega żadnych innych, a szczególnie pogardza wartościami duchowymi. Po drugie, bogaczem jest każdy, kto dobra materialne, które posiada, uważa tylko za "swoje" i nie zauważa, że otrzymał je w darze od Boga, by być ich "zarządcą"Tymczasem dobra materialne otrzymujemy od Stwórcy, winniśmy więc za nie ciągle dziękować i uważać je jak "nie-swoje"Taka postawa uchroni nas przed zniewoleniem pieniądzem. Po trzecie, bogaczem jest również ten, kto gromadzi dobra, nie dostrzegając swojej przemijalności. 2. Powróćmy do pytania: czy chrześcijanin powinien wyrzec się dóbr materialnych? Odpowiedź brzmi: chrześcijanin nie musi wyrzekać się dóbr materialnych, ale nie może być ich "właścicielem", ale raczej "zarządcą" darów otrzymanych od Boga. Boże dary w jego ręku nie mogą stać się mamoną. Ewangeliczna "mamona" to nie tyle symbol bogactwa, ile raczej uosobienie bogacza, dla którego dobra materialne stały się bożkiem - przedmiotem swoistego kultu. Oznacza to, że wartości materialne same w sobie nie są skażone złem i każdy, kto je weźmie, jest skazany na potępienie. Grzechem jest dopiero zniewolenie bogactwem. Na podstawie naszych rozważań łatwo sformułować jeszcze jeden bardzo istotny wniosek: bogaczem - w ujęciu Chrystusa - może być również ten, kto wcale wiele nie posiada, ale pieniądze stały się jego "bogiem". Odnieśmy to do swojego życia. Jeśli - na przykład - zdobywanie pieniędzy zabiera nam czas dla Boga, czas dla naszych bliskich, to znaczy, że powinniśmy zastanowić się, czy nie jesteśmy ewangelicznymi bogaczami. 3. W świetle powyższych rozważań możemy określić istotę cnoty ubóstwa. Ogólnie rzecz ujmując, zdefiniujemy ją jako postawę wolności wobec dóbr doczesnych. Jak ją urzeczywistniać w codzienności? Nieliczni wyznawcy Chrystusa są wezwani do rezygnacji ze wszystkiego, co posiadają. Czynią tak, aby ukazać innym, że dobra tego świata nie są najważniejsze, bo prawdziwym celem osoby są wartości duchowe i zbawienie. Dlatego składają ślub ubóstwa. Oznacza to, że nie dysponują własnością. Opowiadano mi, jak wielkie wrażenie zrobiła na osobie świeckiej następująca scena. Otóż ta osoba została zaproszona na jubileusz 50-lecia profesji w zakonie klauzurowym i postanowiła kupić jubilatce album o Tatrach. Kiedy wręczyła swój prezent zakonnicy, ta serdecznie podziękowała i stwierdziła: Świetnie. Siostry będą mogły obcować z pięknem natury. Ta sytuacja wydaje się szalenie zwyczajna, ale ważne było świadectwo złożone przez kobietę, która świadomie żyła w duchu ubóstwa. Otrzymawszy album, od razu pomyślała o tym, że nie jest on tylko jej własnością; pomyślała o tym, jak tym dobrem podzielić się z innymi. 4. Wszyscy ci, którzy nie składają ślubu ubóstwa, nie muszą rezygnować z posiadania dóbr tego świata, ale korzystać z nich w duchu wolności. Być ubogim to znaczy nie uczynić siebie niewolnikiem wartości materialnych. Oznacza to także, że zabiegam o nie po to, aby później - sięgając po nie - czynić dobro. Gromadzę, aby dać innym, a dla siebie pozostawiam tyle, ile mi jest potrzebne do godnego życia. Być ubogim to umieć dzielić się z innymi. Opowiada o tym historyjka o bogaczu i uczcie niebieskiej: Pewien bogacz umarł nagle i obudził się ku swojemu zadowoleniu w raju. Suto zastawiony stół wyglądał obiecująco i cieszył nie tylko oko. Nic dziwnego, że nasz gość zainteresował się warunkami uczestnictwa w tej niebieskiej uczcie. - To wszystko kosztuje niewiele: jedną rupię - odpowiedział jakiś anioł ze służby. Ucieszył się na to bogacz, miał bowiem jeszcze w oczach swoje nieprzebrane ziemskie dobra. Kiedy jednak chciał wręczyć należność, powiedziano mu z politowaniem: - Niewiele się nauczyłeś na ziemi. U nas ważne są tylko te pieniądze, które podarowałeś. Wtedy posmutniał bogacz, gdyż w jednej chwili stał się biedny jak mysz kościelna. Uprzytomnił sobie, że nigdy nikomu nic nie ofiarował (K. Wójtowicz, "Przypiski", s. 18). 5. Ubóstwo nie jest łatwym tematem, ponieważ mamy bardzo zdeformowany obraz rzeczywistości. Wielu bogactwo wydaje się - z definicji - złem, a ubóstwo - dobrem. Jesteśmy skłonni krytykować ludzi o dużych dochodach, niekiedy nawet stosujemy wobec nich pewien moralny szantaż, by się wstydzili tego, co posiadają. Oczywiście nie lekceważę przesłania Chrystusowego spotkania z bogatym młodzieńcem. Ale właśnie ta scena może nas wiele nauczyć - ów człowiek odszedł zasmucony bo nie potrafił uwolnić się od posiadanych dóbr. Kryterium oceny postawy człowieka nie jest to, ile posiada, ale czy potrafi być wolny. Wiem, że w naszych rozważaniach poruszamy się po grząskim terenie, ponieważ na co dzień w naszym społeczeństwie funkcjonuje wiele stereotypów, które nie ułatwiają kształtowania właściwego stosunku do ubóstwa. Poruszę jeszcze jeden drażliwy temat. Na ogół z zazdrością patrzymy na ludzi mających duże dochody, a współczujemy biednym i wymagamy dla nich pomocy. Nie zawsze takie postawy są uzasadnione. Otóż być ewangelicznie ubogim to także być pracowitym i oszczędnym. Nierzadko posiadanie dóbr materialnych jest owocem wielkiego trudu, a bieda - rezultatem lenistwa i lekkomyślności. Znów konieczne objaśnienie, aby te opinie nie zostały błędnie zinterpretowane. Jest naszym moralnym obowiązkiem wspierać ludzi w potrzebie, zwłaszcza gdy z różnych powodów nie mogą lub nawet nie potrafią zaspokoić sobie godnych warunków życia. Ale naszym moralnym obowiązkiem jest również poszanowanie prawdy o postawie człowieka. Dlatego czasami (podkreślam to słowo) niemoralne staje się pomaganie ludziom, którzy nie chcą pracować i wyznają moralność janosikową (zabrać bogatym, dać biednym). Nasze rozważania mają nas nauczyć, że źródłem cnoty jest zawsze prawda i wolność jednostki. 6. Jak kształtować w sobie cnotę ubóstwa? Niewątpliwie poprzez czyny, w których będziemy uczyli się, że to, co posiadamy, ma się stać narzędziem czynienia dobra. Sądzę, że każdy z nas łatwo określi, co może uczynić w tym względzie. Ponieważ jednak żyjemy w dobie kultu komfortu i konsumpcji, chciałbym zwrócić uwagę na znaczenie swoistej "profilaktyki". Mam na myśli świadome wybory, które będą uczyć nas, że nie zawsze warto kupować to, co świat przedstawia jako dobro niezwykle pożądane. Dziś wielka machina reklamy kusi nas coraz nowszymi i doskonalszymi produktami. W tej sytuacji naszym obowiązkiem moralnym jest refleksja - zanim kupimy kolejny "cud nowoczesnej technologii" zastanówmy się, czy jest on nam naprawdę potrzebny. Zauważmy bowiem, że niekiedy ulegamy różnym pokusom posiadania przedmiotów, które naprawdę nie są nam potrzebne. Ta rada może wydać się nieco naiwna czy banalna, ale nie lekceważyłbym jej, ponieważ ona uczy postawy dystansu wobec świata doczesnego. 7. Na pewno wielkim zagrożeniem dla człowieka jest wada chciwości. Biblia niejednokrotnie ostrzega przed nią: Strzeżcie się wszelkiej chciwości (Łk 12,25), korzeniem wszelkiego zła jest chciwość (1 Tm 6, 10). Św. Jakub ironicznie powie: Pożądacie, a nie macie (Jk 4, 2). Chciwość przede wszystkim jest bałwochwalstwem i niewolą. Bałwochwalstwem, bowiem oznacza naruszenie Bożego porządku. Nasz Stwórca pamięta o potrzebach swoich dzieci. Wszystko to, co mają, pochodzi z Jego - Ojcowskiej ręki obdarowującej z miłością. Jeżeli człowiek pragnie więcej, coraz więcej, to traci świadomość, że Bóg jest źródłem tego, co posiada. Traci świadomość, że ludzka zapobiegliwość bez Boga jest nieskuteczna. Chciwość jest niewolą, groteskową i szaloną. Oznacza bowiem, że nierzadko całą energię życiową wkładamy w coś, co wcale nie uchroni nas przed kruchością czy przemijalnością życia. Człowiek wiary ma świadomość i pewność, że dobra materialne nigdy nie zaspokoją jego wnętrza i nie dadzą mu poczucia harmonii. Istotę chciwości można więc sprowadzić do stwierdzenia, prawie że sloganu: grunt to forsa. Ono jest częścią światopoglądu, który niekiedy współczesnemu człowiekowi wydaje się bardzo frapujący, ale w nim nie ma miejsca dla Boga. Dlatego stoi przed tobą zadanie zbadania, jaki jest cel twojego życia i co stanowi jego największą wartość. Na ile twoje poglądy, wypowiadane publicznie sądy oraz twoje czyny są skażone chciwością? Zbadaj swój sposób wartościowania. Czy pieniądz nie stał się twoim idolem, bożyszczem? Wiadomo, że często otoczenie wymusza postawy niezgodne z ewangelicznym ubóstwem. Gdy ulegamy tym naciskom, tracimy coś, co dla człowieka wiary jest bardzo cenne - wolność, rozumianą jako świadome kierowanie życiem zgodnie z przyjętym systemem pojęć moralnych opartych na Bożej Prawdzie.
Źródło: Ks. Zygmunt Malacki "Żyć w Duchu Świętym"; Warszawa 1998 |
Copyright (C) Salwatorianie - Kraków 2000 |