| Apostolaty | Duchowość | Aktualności | Informacje Ogólne | ||
![]() |
||
| Baza linków | Vademecum Pielgrzyma | Książki, artykuły | Konferencje | Różne | WAPM-Zielona | | ||
Szósty dzień WAPM Dar męstwa albo co łączy chciwca ze świętym. Fragment Pisma św.: Ez 3, 16-21 Ćwiczenie duchowne: Trud dzisiejszego dnia ofiaruję jako zadośćuczynienie za grzechy swoje i innych. Intencja modlitewna: Módlmy się w intencji nas samych, naszych rodzin i przyjaciół o odważne wyznawanie wiary. Rozważania poranne 1. Sprawiedliwość - cnota wyjątkowo szanowana, ceniona i pożądana, ale w praktyce często zaniedbywana. Chcemy mieć sprawiedliwych szefów, urzędników czy polityków. Chętnie wymagamy sprawiedliwości od innych, natomiast nie zawsze - sami od siebie. Dlatego już na początku naszych rozważań chcę ci zadać pytanie: czy starasz się, o to, by być człowiekiem sprawiedliwym? 2. Określenie "być sprawiedliwym" musimy rozważać na różnych płaszczyznach. W sensie prawnym oznacza ono szacunek dla prawa. Natomiast w wymiarze moralnym definiujemy sprawiedliwość jako stałą dyspozycję woli, aby oddać każdemu to, co mu się słusznie należy (KKK 1807). Takie postępowanie wymaga rozważnego wydawania sądów. W języku biblijnym definicja sprawiedliwości ma wymiar zdecydowanie religijny. I w Starym, i w Nowym Testamencie oznacza ona wypełnienie powołania danego przez Boga, czyli wierność Bogu i Jego woli, a więc doskonałość. W proroctwach Ezechiela sprawiedliwy to wierny sługa Pana (por. Ez 3, 16-21; 18, 5-24). Także Jezus, potępiając fałszywą sprawiedliwość faryzeuszy, przedstawia ich jako tych, którzy zredukowali cnotę do czystego formalizmu. Kazanie na Górze ma na nowo określić, czym naprawdę w oczach Boga jest życie człowieka sprawiedliwego, czyli tego, który wypełnia Boże powołanie do doskonałości. Przypomnijmy sobie obszerne fragmenty tej mowy: Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Słyszeliście, że powiedziano przodkom: "Nie zabijaj", a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu "Raka", podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł "Bezbożniku", podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj. Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz. Słyszeliście, że powiedziano: "Nie cudzołóż". A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc twoje prawe oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła. Powiedziano też: "Jeśli kto chce oddalić swoją żonę, niech da jej list rozwodowy". A Ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę - poza wypadkiem nierządu - naraża ja na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa. Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: "Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi". A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemie, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi (Mt 5, 20-37). 3. Chrystus stawia człowiekowi wiary wielkie wymagania. Oczekuje radykalnego wyboru moralnego. I w tym kontekście rozważymy istotę cnoty sprawiedliwości w codziennym życiu. Już na początku możemy jednoznacznie stwierdzić, że żyć sprawiedliwie to urzeczywistniać Bożą miłość wobec innych i samego siebie. Ilustruje to pewna historia o mądrym sędzi: Pewnego zimowego przedpołudnia do sądu przyprowadzono staruszka trzęsącego się z zimna. Przyłapano go na kradzieży chleba w miejscowym sklepie. Zmusił go do tego głód. Mądry i sumienny sędzia musiał się i w tym wypadku kierować prawem, co nie zna wyjątku. Dlatego też skazał staruszka na karę pieniężną 10 dolarów. Zaraz jednak sięgnął do portfela i zapłacił za oskarżonego. Następnie zwrócił się do obecnych na sali i ukarał każdego grzywną w wysokości 50 centów. Umotywował to tym, iż wszyscy obywatele ponoszą winę za to, że ktoś w ich mieście musi kraść, aby nie umrzeć z głodu. Karę natychmiast wyegzekwował woźny. Staruszek nie chciał wierzyć własnym oczom, gdy strażnik sprawiedliwości wręczył mu pokaźną sumę pieniędzy? (K. Wójtowicz, "Przypiski", s. 20). Komentarzem do tej historii mogą być słowa Księgi Mądrości: I jeśli kto miłuje sprawiedliwość - jej to dziełem są cnoty: uczy bowiem umiarkowania i roztropności, sprawiedliwości i męstwa, od których nie ma dla ludzi nic lepszego w życiu Mdr 8, 7 Sędzia miał obowiązek osądzić czyn staruszka - poszanowanie prawa tego wymaga. Ale był świadom, że sprawiedliwość wymaga, aby inni ludzie dostrzegli cierpienie nieszczęśliwego człowieka. Uznał, że każdy, nawet najbiedniejszy, ma prawa, które trzeba uszanować. Jeśli tak, to elementarna uczciwość domaga się, aby staruszkowi pomóc. Stąd niekonwencjonalne zachowanie sędziego. To tylko logiczna konsekwencja wyboru dokonanego na samym początku - uznania, że sprawiedliwość oznacza poszanowanie drugiego człowieka, czyli urzeczywistnianie przykazania miłości bliźniego. 4. Przywołana historia wyjaśnia, jak trudno być sprawiedliwym. Dlatego proponuję, abyśmy dokładnie przeanalizowali różne postacie sprawiedliwości wobec drugiego człowieka a potem wspólnie zastanowili się nad tym, jak kształtować w sobie tę cnotę. Mówimy o trzech typach sprawiedliwości - współdzielczej, rozdzielczej i wymiennej. Sprawiedliwość współdzielcza wymaga poszanowania dobra wspólnego. Z tego względu mamy obowiązek zachowywania - na przykład - przepisów prawa drogowego czy prawa podatkowego. W ten sposób ochraniane są dobra wszystkich osób. Sprawiedliwość rozdzielcza dotyczy zasad podziału dóbr społecznych. Wymaga, aby dobro jednych nie było naruszane ze względu na korzyść innych. Codziennie każdy z nas uczestniczy w sprawiedliwości wymiennej. Człowiek nieustannie wymienia dobra - na przykład usługi - z innymi osobami. Winno się to odbywać na zasadach wzajemnego poszanowania i uczciwości. Te trzy wymiary sprawiedliwości łączy uznanie - jako najważniejszych - praw wspólnoty i osoby. 5. My Polacy mamy różne problemy z rozumieniem i urzeczywistnianiem sprawiedliwości. Niestety, bardzo często to, co nazywamy "sprawiedliwe" w rzeczywistości jest jej karykaturą. Dzieje się tak dlatego, że rozmazujemy granicę między dobrem a złem, fałszem a prawda. Niewątpliwie lata zniewolenia (praktycznie ponad 200 lat) nie kształtowały w narodzie poszanowania prawa. Nierzadko obca władza wręcz "zachęcała" do łamania zasad moralnych, bo społeczeństwo zdemoralizowane łatwiej poddaje się manipulacjom. Nie chcę odwoływać się do przykładów z PRL-u, ale do historii sprzed 1863 r. Przed wybuchem Powstania Styczniowego na wieloletnią katorgę sądy carskie skazywały inicjatorów i działaczy polskiego ruchu trzeźwościowego, uznając ich za wielkich wrogów rosyjskich interesów. Choć czujemy, jakim brzemieniem są dla nas doświadczenia historyczne, to jednak nie możemy nieustannie w nich szukać usprawiedliwienia dla swoich nieprawości. Stąd potrzeba przeprowadzenia wielkiego narodowego rachunku sumienia i konieczność rewolucji moralnej. Niech nasze dzisiejsze rozważania będą jakąś cząstką procesu samooczyszczania się narodu. Na przykład, w Polsce nadal tak często za "cnotę" uznaje się załatwianie setek spraw przez tzw. układy czy znajomości. Tak wielu z nas nie widzi zła w tym, że oszukuje swoich przełożonych czy osoby, którym świadczą jakąś usługę. Jeszcze do niedawna "załatwialiśmy" sobie i innym jakieś rzeczy, to znaczy okradaliśmy firmę, w której pracujemy. Usłyszałem kiedyś wypowiedź fachowca oburzonego tym, że ktoś poinformował szefa firmy, że jeden z pracowników zamiast montować nową część naprawianego urządzenia używa "zregenerowanej". Wiemy również, że dla wielu - w tym często bardzo młodych ludzi - nie jest żadnym problemem moralnym niekasowanie biletów autobusowych czy korzystanie z biletów podrobionych (z całą świadomością tego faktu). Przykładów można podać wiele. Kłamstwo nazywamy prawdą, nieprawość pochwalamy, nieuczciwość uważamy za zwyczajną zaradność. Ale jednocześnie - z wielką pryncypialnością - domagamy się sprawiedliwości od innych. Zwłaszcza od tych, którzy - naszym zdaniem - ponoszą odpowiedzialność za warunki życia, nasze powodzenie finansowe czy sytuację polityczną. 6. Nie ulega wątpliwości, że jest nam wszystkim potrzebna "reforma obyczajów", jak to nazywano w II połowie XVIII wieku. Będzie się ona musiała wyrażać w kształtowaniu cnoty sprawiedliwości. Każda reforma społeczna rozpoczyna się od reformy osoby. Jak to czynić? Oto kilka myśli, które - chciałbym - aby stały się dla każdego z was początkiem głębokiej analizy własnej postawy. Cnota sprawiedliwości wymaga poczucia odpowiedzialności za wspólne dobro. Nikt z nas nie jest samotną wyspą. Jako istoty społeczne istniejemy zawsze we wspólnocie, nawet jeżeli próbujemy od niej uciec. Niewątpliwie żyjemy w dobie kultu indywidualizmu, dlatego kuszeni jesteśmy wizją samowystarczalności. Ale to złuda i niebezpieczna utopia, która skazuje jednostkę na potworną samotność, a w konsekwencji - lęk i zwątpienie w sens istnienia. Skoro jesteśmy cząstkami wielu wspólnot, to naszym moralnym obowiązkiem jest ich odpowiedzialne współtworzenie. Dobrowolni outsiderzy, którzy troszczą się tylko o własna korzyść, niosą destrukcję i zło. Rodzina, przyjaciele, grupa zawodowa czy społeczność lokalna, wreszcie cały naród - oto wspólnoty, w których żyjemy i wobec których mamy liczne obowiązki. Nie możemy się przed nimi uchylać mówiąc: to nie moja sprawa. Wszystko, dobre i złe, co się w nich dzieje, to nasza sprawa. Od udziału w wyborach parlamentarnych czy lokalnych po nieporządek na klatce schodowej. Jeżeli uważnie prześledzimy historię Polaków to łatwo dostrzeżemy, że to, co w niej szlachetne i wielkie rodziło się z poczucia współodpowiedzialności. Natomiast to, co podłe, z troski o tylko własne dobro. Każdy z nas, niezależnie od tego, kim jest, jakie miejsce zajmuje w społeczeństwie, powinien pamiętać, że troska o dobro wspólne, nawet o to najmniejsze, jest urzeczywistnieniem sprawiedliwości. Jeżeli chcemy wzrastać w tej cnocie, to musimy zadbać o to, aby dostrzegać coraz więcej przestrzeni społecznej, w której jesteśmy aktywni. W życiu chrześcijanina niemoralne są czyny wynikające z przekonania, że sprawy publiczne nie są jego sprawami. Z poczuciem troski o dobro wspólne łączy się już prawie zapomniana cnota bezinteresowności. Chorobą naszych czasów jest to, że tak często - nawet w drobnych sprawach - pytamy: i co ja z tego będę miał? Mówimy tak i postępujemy wedle tych słów, bo jesteśmy pyszałkami zapatrzonymi tylko w samych siebie. Pozornie może się wydawać, że taka postawa przynosi same sukcesy. Na ogół poczucie klęski przychodzi później, ale jest dokuczliwe, bo polega na odkryciu własnej samotności. Nierzadko towarzyszy jej duchowa pustka, gdy człowiek uświadamia sobie, że życie - dar najcenniejszy - poświęcił zdobywaniu dóbr w rzeczywistości kruchych i przemijających. Chciałbym napisać hymn na cześć bezinteresowności, bo jestem świadom, jak bardzo jest on potrzebna ludziom. Szczególnie ta, która wyraża się w drobiazgach - serdecznym słowie, zainteresowaniu czyimś losem, chwila serdecznej rozmowy, drobną przysługą... Jestem przekonany, że bezinteresowność jest wielkim darem przede wszystkim dla osoby, która - to zabrzmi paradoksalnie - obdarowuje nią innych. Aby to zrozumieć, trzeba zasmakować radości, która rodzi się w nas, gdy próbujemy zobaczyć świat czyimś bólem, strapieniem albo - odwrotnie - szczęściem. Spróbuję to przedstawić obrazowo. Życie każdego z nas to ogród. Pielęgnujemy go przez dany nam czas. Ale wielką radością jest wejść do ogrodu innego człowieka. Dopiero to doświadczenie sprawia, że znamy smak szczęścia i odtąd nie czujemy się już nigdy samotni.
Źródło: Ks. Zygmunt Malacki "Żyć w Duchu Świętym"; Warszawa 1998 |
Copyright (C) Salwatorianie - Kraków 2000 |