| Apostolaty | Duchowość | Aktualności | Informacje Ogólne | ||
![]() |
||
| Baza linków | Vademecum Pielgrzyma | Książki, artykuły | Konferencje | Różne | WAPM-Zielona | | ||
Pierwszy dzień WAPM Cnoty a dary Ducha Świętego Fragment Pisma św.: 2 P 1, 5-11. Ćwiczenie duchowne: Wzbudź intencję swojego pielgrzymowania. Uczyń wewnętrzne postanowienie, że dni pielgrzymowania poświęcisz głębszemu poznaniu tajemnicy Ducha Świętego. Rozważania poranne 1. Artyści różnych epok ludzkie cnoty i wady przedstawiali poprzez obrazy, głównie personifikacje. W wierszu Zbigniewa Herberta cnota to nieatrakcyjna stara panna, nudna i nieznośna, śmieszy i drażni. Poeta wyraźnie wydłuża swoje paraboliczne opowiadanie, aby nas utwierdzić w przekonaniu, że mamy rację, gdy obok cnoty - starej panny - irytuje. Potem jednak okazuje się, że prowadzi z czytelnikiem swoistą grę - zwodzi go, aby już za chwilę zmienić sens całej historii: nic dziwnego mój Boże W ostateczności cnota zwycięża, jak w średniowiecznych poematach dydaktycznych. 2. Rzeczywiście, w przekonaniu współczesnego człowieka cnota to
wstydliwy temat. Nie tylko dlatego, że znaczenie tego wyrazu zawężono do sfery erotyki. Pomijając moralistyczny charakter wspomnianych przedstawień
plastycznych, trudno byłoby znaleźć ich dwudziestowieczny odpowiednik. No może tylko w
starych westernach, w których kowboje przypominają najszlachetniejszych rycerzy, choc
oczywiście ich katalog zalet nie w pełni odpowiada biblijnemu katalogowi cnót. Ale nie
dziwmy się, że w kilku filmach sukcesem okazał się chwyt komediowy polegający na
przeniesieniu westernowego bohatera w sam środek Manhatanu. Co czułeś, gdy słyszałeś (lub przeczytałeś) ten wstęp w tonie
żartobliwo - ironicznym? Rozbawienie? Złość? Rozdrażnienie? Znów o tym, czego mi nie
wolno? Nudna gadanina... czyżby jeszcze raz o tym dewocyjnym nudziarstwie? 3. Oto dobrze ci znany fragment Kazania na Górze Chrystusa - metafora dwóch dróg: Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują! (Mt 7, 13-14). Jeśli naprawdę chcesz rozpoznać swoją egzystencjalną sytuację, to
odkryjesz, że nieustannie stajesz na rozdrożu dróg. Ciągle wybierasz. 4. Pojęcie "cnota" jest ci znane nie tylko z Biblii czy
katechizmu. Pojawia się w koncepcjach starożytnych myślicieli, na przykład stoików.
Jednak dla ilozofów greckich oznacza ono dążenie do ludzkiej doskonałości moralnej. Cnota to szlak ku Bogu. Biblia nazywa ją sprawiedliwością. Sprawiedliwymi mężami byli Noe i Ezechiasz. W Księdze Wyjścia (6, 5-8) czytamy, że Bóg widział wielką
niegodziwość wśród ludzi, dlatego postanowił ich ukarać. "(Tylko) Noego Pan
darzył życzliwością" pisze autor biblijny. A zaraz potem wyjaśnia, skąd ta
odmienność w postawie Pana: "Noe, człowiek prawy, wyróżniał się nieskazitelnością
wśród współczesnych sobie ludzi; w przyjaźni z Bogiem żył Noe" (Wj 6, 9). Szczęśliwy mąż, 5. "Encyklopedia katolicka" podaje następującą definicję
cnoty: "moralnie uporządkowana postawa do realizowania czynów dobrych w okreslonej
dziedzinie ludzkiego działania" (t. 3). Brzmi nieco zawile, ale precyzyjnie określa
ten wymiar naszej osobowości. Po pierwsze, człowiek ma odkryć, że został powołany do duchowego
wzrastania. Niejednokrotnie przypoina o tym św. Paweł: "A zatem zachęcam was, ja
więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakiemu zostaliście
wezwani, z całą pokorą i cichością, znosząc siebie nawzajem w miłości" (Ef 4,
1-2). Po drugie, postawa, którą nazywamy cnotą, jest owocem systematycznej
pracy nad sobą poprzez powtarzanie aktów moralnie dobrych. Na przykład, ćwiczymy cnotę
punktualności, gdy staramy się zdążyć na czas. Otóż dość często spotykamy się - z uświadomionym czy nieuświadomionym -przekonaniem, że cnoty możemy rozwijac dopiero, gdy wykorzenimy wszelkie wady, jakie w sobie dostrzegamy. Tymczasem walka z wadami jest dla nas bardzo trudna, na ogół czujemy, że wychodzimy z niej pokonani, dochodzimy więc do wniosku, że nie przyszedł jeszcze czas na kształtowanie w sobie cnót. Przywołane wyobrażenie jest fałszywe. W życiu duchowym sprawdza się
całkiem inna zasada. Dopiero gdy zaczniemy rozwijać w sobie konkretną sprawność
moralną odkryjemy, że łatwiej nam przychodzi panować nad swoją impulsywnością czy
niefrasobliwością. Im częściej świadomie będziemy starali się postępować zgodnie
z jakąś wartością, tym częściej dostrzeżemy, że powoli znikają te wewnętrzne
przeszkody, które nas dotąd zniewalały. Odkryjemy w sobie przestrzeń wewnętrznej
wolności, która pozwala czynic dobro w sosób naturalny i absolutnie wolny. Podstawą życia w cnovie jest - powtórzmy - świadmy wybór drogi życiowej.
Wybór, który jest współdziałaniem z łaską Boga poprzez działanie Ducha Świętego. 6. Nie ukrywajmy przed sobą kolejnej prawdy, że uleganie wadom to także
nasz wolny i świadomy wybór. Wada jest przeciwieństwem cnoty, czyli stałą skłonności
do czynienia zła. Szczególnie niebezpieczne jest przyzwolenie na wadę -
przyzwyczajenie, które oznacza zgodę na własną ułomność. Uznajemy, że nie mamy dość
sił, aby zapanować nad jakąś przywarą. Na ogół przyzwolenie na wadę to
najzwyklejsza kapitulacja, zanim jeszcze naprawdę rozpoczniemy pojedynek. 7. Na początku naszej pielgrzymki chciałbym zachęcić wszystkich pątników do praktykowania cnoty pracowitości i humoru. Przypomnijmy sobie przypowieść o talentach. Jej przesłanie jest jednoznaczne - niezależnie od tego, ile darów otrzymaliśmy, naszym powołaniem jest ich pomnażanie. Kluczem do tego jest cnota pracowitości. Pracowitość oznacza sumienność w wypełnianiu obowiązków w imię miłości drugiego człowieka i siebie samego. Praca jest bowiem wielkim darem i wspaniałym powołaniem. Uszlachetnia, bo odkrywa w nas talenty i pozwala jest rozwijać. Uczy, jak służyć bliźniemu. Daje radość, bo sprawia, że uczestniczymy w dziele budowania świata. Cnota pracowitości sprawia, że codzienny trud nabiera duchowego sensu. Nie jest już tylko środkiem do materialnego przetrwania. Być może powyższe stwierdzenia wydają ci się dość naiwne a może nawet utopijne. Przyznaję, że rzeczywistość nie zawsze sprzyja urzeczywistnianiu pracy jako powołania. Ale myślę, że jest w tym naszej winy, bo dość łatwo kapitulujemy w trudnościach czy niepowodzeniach. Ponadto dość często lenistwo wydaje się wadą niewinną, wręcz urokliwą, która dodaje wdzięku. Mówiąc o cnocie pracowitości, myślę także o pracy wewnętrznej każdego z nas. Czy świadomie i systematycznie kształtujesz swoją duchowość? Jak dobierasz środki, które mogą ci w tym pomóc? Odpowiedzi na te pytania pozwolą ci rozpoznać prawdę o samym sobie. I tylko od ciebie zależy, na ile potrafisz ją wykorzystać. Jeżeli mówimy, że nie ma cnoty bez systematycznego wysiłku
podejmowania czynów zgodnie z wymaganą hierarchią wartości, to pielgrzymka wydaje się
szczególnym darem - mamy czas, aby naprawdę rozpocząć pracę nad sobą. Już dziś
wyraźnie określ nie tylko cel, ale przede wszystkim środki, jakie są konieczne w twoim
życiu duchowym do jego urzeczywistnienia. 8. O cnocie humoru przeczytałem w książce ks. Tadeusza Dajczera "Rozważania o wierze". Poczucie humoru to umiejętność postrzegania siebie z pewnym dystansem, rozpoznawania własnych śmieszności i tylko pozornie ważnych idei, które bezkrytycznie pielęgnujemy w sobie. Jestem przekonany, że z tą cnotą żyjemy piękniej i łatwiej. Dzięki niej przemienia się wspólnota, w której przeżywamy naszą codzienność. Człowiek uśmiechnięty i pełen radości przynosi innym pokój oraz poczucie jedności. Myślę, że pielgrzymowi ta cnota bardzo się przydaje. Umiejętność żartowania z samego siebie oznacza, że w gruncie rzeczy uwalniamy się od samych siebie, od tej pajęczyny, która ogranicza nasze bycie z drugim człowiekiem. A wszystkim ponurakom chcę przypomnieć, że Ojciec Święty Jan Paweł II słynie włąśnie z poczucia humoru i nie przeszkadza Mu w tym pełniona funkcja. Ze wspomnień Pana Ryszarda Rzepeckiego przypomnę dwie anegdoty ("Czy Pana nie męczy to jeżdżenie ze mną"; "Miejsca Święte", 1997, 12). Oto w samolocie stewardesa zwraca się do Ojca Świętego: "Może drinka?" - "A na jakiej jesteśmy wysokości?" - "5 tysięcy metrów" - malduje stewardesa. - "A to nie, dziękuję. Za blisko Szefa". I druga historia. Gdy Ojciec Święty kończył pierwszą pielgrzymkę do Polski, w czasie pożegnania ówczesny proboszcz katedry wawelskiej nie ukrywał łez. "Czego beczysz" - pyta Ojciec Święty - przecież to nie ty zostałeś papieżem". I jeszcze jedna anegdota. Gdy w czasie lotu na Kubę dziennikarze zapytali Jana Pawła II o to, jak się czuje fizycznie, usłyszeli, że znakomicie, przy czym Ojciec Święty dodał, że gdy chce się dowiedzieć, jaki jest Jego stan zdrowia, sięga po gazety. Zachęcam wszystkich do codziennego odmawiania niezwykłej modlitwy - modlitwy o humor św. Tomasza More`a; tego samego, który zasłynął z żartów na swój temat tuż przed egzekucją przez ucięcie głowy. Tomasz More miał wówczas zwrócić się do oficera z taką oto prośbą: "Proszę cię panie poruczniku, pomóż mi wejść na górę, z powrotem poradzę sobie sam." Oto ta modlitwa: Zechciej mi dac duszę, Źródło: Ks. Zygmunt Malacki "Żyć w Duchu Świętym"; Warszawa 1998 |
Copyright (C) Salwatorianie - Kraków 2000 |