| Apostolaty | Duchowość | Aktualności | Informacje Ogólne | ||
![]() |
||
| Baza linków | Vademecum Pielgrzyma | Książki, artykuły | Konferencje | Różne | WAPM-Zielona | | ||
Bóg jest jeden dla wszystkich "Bóg jest przecież jeden dla wszystkich" - powiedział mi Jura, student dyrygentury z moskiewskiego konserwatorium, gdy nieroztropnie zapytałam, czy jego prawosławni bracia nie będą mu mieli za złe, że uczestniczył w pielgrzymce katolickiej. Dziękuję ci, drogi Juro za tę lekcję ekumenizmu. Chwała Bogu, że pojmujesz... Na pielgrzymkę Jura wybrał się ze swoją koleżanką Oksaną, studentką organistyki, dzięki zachęcie matki przyjaciół dziewczyny. Chcieli zobaczyć i przeżyć coś, czego nie doświadczyliby we własnym kraju. To, czego doznali, przerosło ich oczekiwania, toteż obiecali, że gdy wrócą do Moskwy opowiedzą wszystko naokoło, jak było na polskiej pielgrzymce. Na WAPM było dużo gości zagranicznych, ale najliczniej przybyli Francuzi. Przyjechali z normandzkiego Rouen jako zorganizowana grupa młodzieży parafialnej, pod opieką księdza Xaviera oraz siostry Gwenaelle i brata Marca z nowych zgromadzeń zakonnych. Dumnie nieśli swoją flagę narodową i chorągiew kościelną w wizerunkiem św. Hildeverta, patrona parafii. Ksiądz Xavier był już na polskich pielgrzymkach dwukrotnie. Pierwszy raz w latach siedemdziesiątych jeszcze jako seminarzysta, drugi zaś w 1991 roku na XI WAPD. Wielkie przeżycia, które stały się jego udziałem, skłoniły go do przywiezienia grupy młodzieży ze swojej parafii i włączenia jej do peregrynacji. To była wspaniała młodzież, w niczym nie ustępująca zaprawionym w pielgrzymowaniu swoim polskim rówieśnikom; pogodna, radosna, rozśpiewana i tak bardzo Boża. Patrząc na nich widać, że Francja odradza się duchowo. Ksiądz Xavier mówi, że osławiona przez media francuska ateizacja jest tylko pozorna, bowiem młodzież tęskni do "czegoś", choć jeszcze nie wie, co to jest. Pragnie znaleźć to, czego nie dała jej cywilizacja, pragnie wypełnić straszliwą pustkę wewnętrzną, dlatego szuka kontaktów z ludźmi, którzy są bliżej tych tęsknot. I tu otwiera się pole do ewangelizacji. Mój Boże... Przecież o tym samym mówił ks. Krzysztof Wons o polskiej młodzieży, o ileż mocniej osadzonej w katolickich realiach. Nie ma zatem takiego oddalenia, które nie pozwalałoby odkryć w swym sercu miejsca gotowego na przyjęcie Boga; miejsca, które może wypełnić tylko On... Sophie z Paryża uczestniczyła w XIV WAPM. Tak bardzo pragnęła znaleźć się w niej ponownie, że przez cały rok, opierając się na listach, książkach i kasetach intensywnie uczyła się polskiego, by jej następne pielgrzymowanie stało się pełne zarówno pod względem religijnym jak i towarzyskim. Młody Amerykanin Kent z Kansas City był skrajnie zmęczony, toteż z wielkim uznaniem oceniał wytrzymałość polskiej młodzieży, a nawet dziwił się, że może ona jeszcze śpiewać i ma ochotę śmiać się. Wyznał, iż nie przypuszczał, że ten - jak go nazwał - "religijny spacer" może być aż tak wyczerpujący. Kent całą trasę przebył na własnych nogach zbierając materiał literacki i fotograficzny do książki o Polsce i Polakach, którą zamierzał napisać. O pielgrzymce dowiedział się od kolegów, z którymi kończył studia fotograficzne w Anglii. Jeden z nich - Marcin z Warszawy - zaprosił go do udziału w XV WAPM i tak znalazł się między pątnikami. Kent stwierdził, że Polacy są bardziej religijni od Amerykanów, że jest zachwycony ich wiarą, bo wydaje mu się, iż jest ona bardziej prawdziwa. Co prawda nie zna zbyt wielu religijnych Amerykanów, ale wie, że młodzież szkolna coraz częściej zwraca się ku wspólnotom działającym przy kościołach. Nad małą pobożnością swych rodaków ubolewał także Niemiec, Stefan z Frickhofen, pan w średnim wieku, który na co dzień pracuje w dużej firmie farmaceutycznej jako główny handlowiec. XV WAPM była jego siódmą pielgrzymką. Wcześniej przez pięć lat chodził z pielgrzymką paulińską, ale gdy jego macierzysta grupa rozpadła się, trafił do Złotej WAPM i jest bardzo zadowolony. Oświadczył, że gdyby było inaczej, nie przyjechałby w tym celu do Polski i to po raz siódmy. Już dawno słyszał o polskich pielgrzymkach, toteż zaciekawiony przyjechał przed kilku laty podczas urlopu razem z kolegą do Warszawy i znalazł to, czego szukał. Z zupełnie innym nastawieniem uczestniczył w pielgrzymce 37-letni ekonomista Javier z Madrytu. Zafascynowany wezwaniem Ojca Świętego, który w Częstochowie powiedział, aby młodzież Zachodu uczyła się od tej z Europy Wschodniej, jak należy żyć po chrześcijańsku, potraktował je z całą powagą i przyjechał się uczyć. O pielgrzymce dowiedział się od Bożeny z Łodzi na spotkaniu Taize w Pradze. I przyjechał. Javier był przystojnym Hiszpanem, ale jak dotąd nie założył rodziny, bowiem w Akcji Katolickiej znalazł swe powołanie apostolskie. Jako posługę wyznaczył sobie uczenie rodaków, jak należy się modlić. Przyznał, że jednym z jego duchowych mistrzów jest św. Ignacy Loyola, a w rekolekcjach ignacjańskich, które doskonalą modlitwę i życie, pokłada wielkie nadzieje. U nas też starał się jak najwięcej nauczyć, szukając kontaktu z wybitnymi kapłanami. Byliśmy pełni podziwu dla jego zaangażowania i odpowiedzialności za swoją ojczyzną. Nasz gość chciał przenieść do niej wszystko, co widział i uznał za godne uwagi. Cieszył się, że każdy dzień przybliża go do Czarnej Madonny, u której stóp tak bardzo pragnął m modlić się za Kościół w Hiszpanii. Wzruszeni, zjednoczyliśmy się w modlitewnym kręgu, aby za rok Javierowi przyprowadzić na pielgrzymkę młodzieży hiszpańskiej pod jej własnym sztandarem. Pątniczy szlak przemierzał także anglikanin Robert, z zawodu nauczyciel. Na pielgrzymce znalazł się dzięki polskiej dziewczynie, która uczestniczyła w niej już po raz trzeci. On na początek ograniczył się do roli obserwatora i fotografa. Mimo angielskiej powściągliwości przyznał, iż jest pełen uznania dla Polaków poznanych w drodze. W grupie Brązowo-Zielonej szedł muzułmanin, Albańczyk Zuka z Kosowa. Ranny w wypadku samochodowym, po długich i dramatycznych przejściach znalazł się w Polsce. Wierzył, że było to zrządzenie Opatrzności. Wkrótce sprowadził do siebie żonę z ciężkimi konsekwencjami postrzału, które były tragiczną pamiątka wojenną. Tu spotkali się z wielką życzliwością ludzką i pomocą ze strony polskiego lecznictwa, co pozwoliło im stopniowo wracać do zdrowia. Po urodzeniu się córeczki, Zuk - bez uzgodnienia z lekarzem, ale z ufnością w opiekę Maryi - postanowił odbyć pielgrzymkę dziękczynną na Jasną Górę. Niezwykła pobożność gospodarzy zbliżyła go do religii katolickiej, gdzie ze zdumieniem odkrył, iż nie ma w niej nienawiści ani zawziętości, ani zemsty, nie ma prześladowań wobec innowierców. Nie mógł uwierzyć, że Chrystus uczył tylko miłości i przebaczania. Coraz bardziej pragnął być katolikiem i czcicielem Matki Przenajświętszej. Zuk był oczarowany pielgrzymką, ale ze smutkiem stwierdził, że na co dzień spotyka ludzi, którzy swój katolicyzm traktują bardzo powierzchownie. Listę naszych gości zagranicznych rozszerzali rodacy stale lub czasowo przebywający poza Ojczyzną. W pielgrzymkowym Centrum Medycznym pracowało małżeństwo lekarskie - Duda i Kali - jak nazywali ich przyjaciele. Coroczny udział tej pary w pielgrzymce uświetniała dodatkowa uroczystość, a mianowicie kolejna rocznica zawarcia sakramentu małżeństwa, przypadająca na dzień 31 lipca. Siostra Duda jako studentka medycyny pojechała w 1939 roku na wakacje za granicę. Tam zastała ją wojna, uniemożliwiając powrót do Kraju. W 1944 roku wyszła za mąż za Polaka, także przebywającego na obczyźnie, i oboje na stałe zamieszkali w Anglii. Po wojnie, gdy tylko było to możliwe. Zaczęli przyjeżdżać do Kraju, zacieśniając coraz silniejsze więzy z rodakami. Opatrzność Boża przywiodła ich na WAPM. Dziś, mając za sobą kilkanaście odbytych pielgrzymek, z dumą mówią, że WAPM i wszystko, co się z nią wiąże, to jeden z najistotniejszych elementów ich życia. Wśród gości zagranicznych byli też kapłani. W grupie Złotej szedł dominikanin ojciec Józef Maria, wykładowca Pisma Świętego na Filozoficzno-Teologicznym Studium im. św. Tomasza z Akwinu w Kijowie. Do pielgrzymki włączył się przebywając na wakacjach w Kraju. Szkoła, w której pracuje, to studium wieczorowe dla świeckich "studentów dobrej woli", bowiem mimo przygotowania katechetycznego uczelnia nie gwarantuje im żadnego zatrudnienia. Jedynym warunkiem przyjęcia jest matura; wiek ani wyznanie nie mają żadnego znaczenia. Studenci reprezentują religię katolicką, prawosławną i unicką, żyjąc w ekumenicznej zgodzie i wzajemnym szacunku. Innym kapłanem, który jadł z nami pątniczy chleb, był salwatorianin, ks. Tadeusz Pieniążek z kanadyjskiego Vancouver, idący w grupie Zielonej. Pracuje on wśród wielonarodowościowej rzeszy imigrantów, którzy znaleźli się na ziemi kanadyjskiej. To, że pojawił się na pielgrzymce, zawdzięcza współbraciom, którzy dowiedziawszy się, że przebywa w Kraju, niemal siłą ściągnęli go na szlak, ale - jak stwierdził - wkrótce odnalazł się tutaj i jest zadowolony ze swego w niej udziału. Ostatnimi gośćmi, z którymi rozmawiałam, były dwie licealistki - siostry Paola i Karolina z Borgorese, położonego w pobliżu Rzymu. Ich mama, Polka, została żoną Włocha. Godząc wszystko, co różni od siebie te dwie narodowości, rodzice stworzyli wspaniały, szczęśliwy polsko-włoski dom, a właściwie dwa domy - w Borgorose i w Magdalence koło Warszawy. Dziewczynki od zawsze posługiwały się dwoma językami. Gdy były małe, nawet wieczorny pacierz odmawiały podwójnie - raz po polsku, drugi raz po włosku. W domu panował pełen szacunek dla obu kultur i tradycji. Przed kilku laty, będąc na wakacjach w Magdalence, dziewczęta zobaczyły przechodzącą pielgrzymkę. Pierwszego roku - przyglądały się. Drugiego - częstowały przechodzących napojami. Trzeciego same poszły. Najpierw z grupami paulińskimi, a teraz z WAPM. Powiedziały, że we Włoszech ludzie dużo pielgrzymują, ale na krótkich trasach, przeważnie na odpusty z okazji świąt patronów danych miejscowości. O długiej trasie pielgrzymkowej we Włoszech - nie słyszały. Ale dla odmiany widziały pielgrzymki konne, a w zimie nawet narciarskie. Na zakończenie rozmowy zgodnie oświadczyły, że są pełne uznania dla doskonałej organizacji, z jaką się spotkały na WAPM. Wśród naszych gości byli jeszcze Litwini, Słowacy, Szwajcarzy, może jeszcze inni, ale nie udało mi się do nich dotrzeć. Niech więc przyjmą wyznanie, które pragnę przekazać w imieniu Polski katolickiej. Otóż nasza tęsknota do zjednoczenia Europy i świata, do przyjaźni, braterstwa i miłości wszystkich ludzi jest olbrzymia, ale możliwa tylko pod sztandarem Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki, i... jeszcze z poszanowaniem kultur i tradycji narodowych, jak w tym wspaniałym polsko-włoskim domu.
Źródło: "Ku Jasnej Górze z WAPM", |
Copyright (C) Salwatorianie - Kraków 2000 |