Lubię moich uczniów – bohater katechezy

Foto:
Przeczytanie artykułu zajmie Ci 3 minuty

Lubię moich uczniów – bohater katechezy

– Kiedy składałam papiery do tej szkoły, pierwsze, co usłyszałam, to: „Musisz chodzić na religię. Ten ksiądz jest genialny” – przyznaje Kamila, uczennica II LO w Mikołowie. Ten genialny ksiądz właśnie został bohaterem katechezy.

Ksiądz Bartłomiej Król, bo o nim mowa, jest salwatorianinem. Pochodzi z Mysłowic, obecnie jednak częściej spotkać go można w Mikołowie. Po latach posługi w różnych częściach Polski (był m.in. dyrektorem Wydawnictwa Salwator z Krakowa) wrócił na Górny Śląsk. – Oby został z nami jak najdłużej – życzy sobie Renata Grzegorczyk, dyrektor II LO im. Rotmistrza Witolda Pileckiego w Mikołowie.
A nuż będę żałować
Ksiądz Bartłomiej Król zwyciężył w zorganizowanym przez Civitas Christiana i wydział katechetyczny konkursie na bohatera katechezy. Pokonał 15 innych nauczycieli religii z naszej archidiecezji. O zwycięstwie decydowała ilość „klików”. A my sprawdziliśmy, kto kryje się za rekordową liczbą internetowych „gwiazdek”. – Ksiądz Bartek jest bardzo dobrym i pogodnym człowiekiem – przyznaje Magdalena Zajączkowska, uczennica drugiej klasy. – Gdy na korytarzu jakiś uczeń jest smutny czy zamyślony, ksiądz zawsze podchodzi, pyta, czy nie dzieje się coś złego. Pamiętam, że kiedy składałam tu papiery, to pomyślałam sobie, że chyba nie będę chodzić na religię. Stwierdziłam, że religia będzie na pierwszej albo na ostatniej lekcji, będę więc wcześniej wracać do domu albo później przychodzić do szkoły. Ale w końcu stwierdziłam: zapiszę się, a nuż będę żałować. I już po paru pierwszych lekcjach stwierdziłam, że dobrze zrobiłam – dodaje.
– Oprócz tego, że ks. Bartek jest dobrym nauczycielem, jest także naszym przyjacielem – dodaje Kamila Jałowiecka z klasy pierwszej.  – Ksiądz umie słuchać, a to jest bardzo ważne. Można mu powiedzieć wszystko i wiemy, że zostawi to dla siebie – uzupełnia również pierwszoklasistka Paulina Ferdin.
– Gdy byłam w pierwszej klasie, to ksiądz poszedł z nami na kręgle. Byłam z nim w drużynie, stresował się, że nie umie grać, no i oczywiście… wygrał – uśmiecha się Magda. – Umawialiśmy się na rewanż i właśnie mi się przypomniało, że do dziś tego rewanżu nie było…
– Ostatnio młodzież zadała mi pytanie: „Czy ks. Bartek zasługuje na tytuł bohatera katechezy?” Powiedziałam, że odpowiedź jest jednoznaczna: „Tak”. A to dlatego, że swoją życiową postawą po prostu głosi katechezę. Wszędzie, gdzie jest. I zawsze można na niego liczyć – mówi pani dyrektor. – Często na korytarzu stoi otoczony grupką młodzieży. Rozmawiają ze sobą, śmieją się. Ale są też sytuacje, w których widzę go pochylonego nad uczniem, wsłuchanego w niego z bardzo poważną miną – dodaje.
Dyrektor na jednym tchu wymienia też akcje, w jakie angażowany jest kapłan: promocja szkoły, spektakle, niestandardowe jasełka, gra terenowa, spotkania rekolekcyjne z zaproszonymi gośćmi: Darkiem Malejonkiem, Kabaretem Młodych Panów, czy Tomaszem Rożkiem.
Byle nie szkoła
Salwatorianin pracuje w liceum w Mikołowie już 5 lat. I jak podkreśla, to uczniowie są jego wielką inspiracją. Dzięki nim odkrywa też swoje talenty.
– Oni mobilizują mnie do nowych rzeczy. Zawsze dużo pisałem, z wykształcenia jestem też dziennikarzem. I bardzo często jeśli coś przeżywam, kiedy rodzą się we mnie jakieś emocje, to siadam i piszę. Zupełnie przypadkowo w tej pracy odkryłem, że piszę też scenariusze. Kiedyś miałem bardzo fajną i żywiołową klasę. Tam było 36 osób, różne indywidualności, dużo chłopaków. Zastanawiałem się nad pomysłem dla nich. Zaproponowałem jasełka. Miały być zupełnie inne niż do tej pory. Z wątkiem kryminalnym, pokazujące, że Jezus rodzi się realnie każdego roku. I tak zaczęła się moja przygoda ze spektaklami – opowiada.
Co ciekawe w jasełka i inne tego typu projekty ks. Bartek angażuje również osoby niewierzące. – Tomasz Rożek był gościem spotkania „Wiara i rozum”, w ramach rekolekcji szkolnych, i o prowadzenie spotkania z nim poprosiłem dwóch uczniów, którzy deklarowali się jako niewierzący – wspomina.
– Kilka dni temu jedna z moich uczennic, przedstawiając mnie swojej cioci, powiedziała: Ksiądz Bartek, mój wychowawca. Nie powiedziała, że jestem nauczycielem czy katechetą, ale wychowawcą. I dla mnie było to naprawdę bardzo miłe. Staram się przyjąć taką zasadę: jeżeli uczeń prosi mnie o rozmowę, to znajduję dla niego czas. Mieszkam po sąsiedzku, szkołę widzę z okna.
Ks. Bartek pracuje na pełny etat, uczy w 9 klasach. Często zostaje też po godzinach. – W ogóle nie czuję tych nadgodzin, bo lubię moich uczniów. I lubię spędzać z nimi czas. A muszę to powiedzieć, że nigdy nie chciałem uczyć. Zawsze powtarzałem: wszystko, byle nie szkoła. I zawsze do szkoły wracałem... – uśmiecha się.

za: http://katowice.gosc.pl/doc/4705997.Lubie-moich-uczniow